Horodyska

O tym, że zetknęłam się z poezją Marii Janiny Horodyskiej, zadecydował – jak to w moim życiu często bywa – przypadek. Wybrałam się kiedyś – w celach naukowych – do muzeum na Pawiaku, bo potrzebowałam zasięgnąć informacji do mojej pracy naukowej (dla tych, co nie wiedzą: jestem historykiem zawodowo zajmującym się historią II wojny światowej). Na ekspozycji znalazły się – nie wiem, czy jeszcze są (bo to było parę lat temu) – wiersze z tego okresu. Między innymi wiersz ,,Do Synka”.

,,Noc. W ciszę wpada dalekich lokomotyw świst,

księżyc coraz wyżej wspina się po niebie.

A ja myślami piszę mój codzienny list

i proszę snu, by zaraz zaniósł go do Ciebie.

Bo gdy o zwykłej porze każę Ci iść spać

i kładziesz główkę na swych małych łapkach,

przychodzę Ci na dobranoc pocałunek dać

i znów jesteśmy razem: Ty i Twoja matka.

Wiem, że nieraz w Twych oczach kręcą Ci się łzy,

że przyszła zima, że znów kwitną kwiaty

i że nikt nie umie wytłumaczyć Ci,

czemu tak długo nie ma Twojej Aty.

Jesteś mały, lecz musisz jednak silnym być,

uśmiechać się do świata jasno i radośnie,

a jak ciężko jest czasem, kiedy trzeba żyć,

zrozumiesz wtedy, gdy całkiem dorośniesz.

A dziś, mój Synku, nie myśl o mnie źle

i wierz mi, że naprawdę nie można inaczej.

Że jak zawsze, jak dawniej, mocno kocham Cię

i tylko żyję myślą, kiedy Cię zobaczę.”

Maria Janina Horodyska była z zawodu dziennikarką. W Związku Walki Zbrojnej – łączniczką. Na tak zwanej ,,Serbii” – czyli w żeńskiej części więzienia w obrębie ulic: Dzielnej i Pawiej w Warszawie – znalazła się w lutym 1941 roku, konkretnie: w tamtejszym szpitalu. Trafiła pod opiekę doktor Anny Czuperskiej – Śliwickiej, która – już po latach – wspominała na kartach swojej książki ,,Cztery lata ostrego dyżuru”, iż stwierdziła u Horodyskiej

,,(…) rozległe siniaki z obrzękami, szczególnie na grzbiecie, pośladkach i kończynach dolnych, z podejrzeniem o złamanie kości ogonowej, co później potwierdziło badanie chirurgiczne.” (Cyt. za: Czuperska – Śliwicka A., Cztery lata ostrego dyżuru, Warszawa 1968, s. 140)

Horodyska długo leżała w szpitalu. Jeden z wierszy poświęciła właśnie doktor Annie Czuperskiej. Nosi on tytuł ,,Podziękowanie”.

,,Czy wiesz, jaką moc dziwną mają Twoje dłonie,
w których się kryje wiedzy tajemnica,
że gdy je kładziesz na gorące skronie –
ginie lęk zaczajony obłędem w źrenicach?

Czy wiesz, że gdy maligny ogniem płonie głowa,
a serce się szamocze w rozpaczliwej walce –
wtedy ulgę przynoszą nie pociechy słowa,
lecz złożone na czole Twoje chłodne palce?

Jeśli nie wiesz, to musisz dzisiaj w to uwierzyć,
że w Twoich rękach leży wielki skarb zaklęty.
Dany po to, byś mogła między nami szerzyć
wiarę w siebie i w życia obowiązek święty?

Ja nigdy nie zapomnę tej koszmarnej nocy,
godziny jej w nieludzkim szły bólu i męce.
Schyliłaś się nade mną i pierwszej pomocy
udzieliły mi małe, dobre Twoje ręce.”

Poetka została zwolniona z Serbii w sierpniu 1941 roku. Jednak zanim to nastąpiło, napisała wstrząsający utwór ,,Czekanie”…

,,Wyrwano mnie z życia jak bezbarwny kwiat
i zniszczono mi całe młode szczęście moje.
Rzucono mnie w odrębny, taki inny świat,
gdzie się żyje udręką, bólem, niepokojem.

I choć powrotu droga jest bardzo daleka –
czekam…

W sercu umilkł radości bujny, mocny śpiew,
bije teraz powoli i dziwnie boleśnie.
I jędrnym rytmem zdrowia już nie tętni krew,
dawne życie powraca do mnie tylko we śnie.

I choć łez buntu nie ma na powiekach –
czekam…

W dzień nie myślę, nie czuję, lecz gdy przyjdzie noc
i jak w płaszcz miękki, spowija mnie w ciszę –
do głowy mi uderza różnych myśli moc,
jakieś głosy, wołania z tamtej strony słyszę.

I by mi przywrócono znów godność człowieka –
czekaniem przeogromnym
czekam…
czekam…
czekam…”

Kobietą, której zadedykowała ,,Czekanie” była Irena Jaworska (urodzona 22 września 1904 we Lwowie, zmarła w Ravensbrück 25 stycznia 1942). Absolwentka szkoły handlowej w Bielsku – Białej, była córką historyka miasta Lwowa i redaktora gazety ,,Kurier Lwowski” – Kazimierza Jaworskiego – i jego żony, Emilii de domo Peszkowskiej. Zanim znalazła się w Warszawie i podjęła pracę w Banku Spółek Zarobkowych, mieszkała i pracowała w Strzyżowie nad Wisłokiem (w inspektoracie szkolnym), a następnie w Krakowie. W 1940 roku aresztowano ją podczas kolportażu konspiracyjnej prasy. Ciężko chorowała – miała gruźlicę krtani i nowotwór. Udzielała się w pracach więziennej komórki konspiracyjnej, dopóki starczało jej sił. 22 września 1941 została wywieziona do obozu w Ravensbrück, gdzie zmarła. (Vide: Michalska H. (red.), Słownik uczestniczek walk o niepodległość Polski 1939 – 1945. Poległe i zmarłe w okresie okupacji niemieckiej, Warszawa 1988, s. 161)

Maria Horodyska została rozstrzelana 11 lutego 1943 w ruinach warszawskiego getta. Garstka jej wierszy zachowała się, ponieważ została szczęśliwie przesłana na wolność – za więzienne mury Pawiaka.

Znalezione obrazy dla zapytania anna czuperska-śliwicka

(Zdjęcie stąd)

Zobacz: jestem! Zobacz: znikam…

Wspominałam już kiedyś o inicjatywie ,,Porcelanowych Aniołków” (tutaj). Nie pamiętam natomiast, czy mówiłam o akcji ,,Zobacz: znikam”, zwracającej uwagę na problem samobójstw wśród dzieci / młodzieży.

Depresja to poważny problem. Niby to wiadomo… więc dlaczego tak często jest bagatelizowany? Ktoś jest. Fizycznie jest. Ale psychicznie – może być z tym kimś bardzo źle. Pomóżmy. Zanim będzie za późno. Chociaż spróbujmy wysłuchać. Wesprzeć dobrym słowem. Wysłuchanie. Próba zrozumienia. To już naprawdę dużo.

Ktoś znika… niczym za drzwiami.

Zobacz: jestem!

Zobacz: znikam.

Nie – ideał

Dzień Kobiet. Tak, tak, wiem: był wczoraj. Niespecjalnie go jednak celebruję. Niemniej jednak życzę wszystkim moim ,,współtowarzyszkom kobiecej niedoli” – wszystkiego najlepszego.

Niespecjalnie celebruję Dzień Kobiet. Bo też jestem w sumie chyba dość oryginalną kobietą. Nie należę do wojujących feministek. Nie uległam modzie na sztuczne rzęsy i paznokcie długie na kilometr. Jestem historykiem wojskowości. Kilka dni temu radykalnie ścięłam rude włosy (z którymi jestem bardzo kojarzona). Ubieram się na czarno. Słucham Demarczyk, Jantar, Geppert, Jędrusik, ale Perfectem też nie pogardzę.

Jestem nie – ideałem. I uwierzcie, że jest mi z tym naprawdę bardzo dobrze.

Ps. Do em – kwadratu ekipa wchodzi w kwietniu. Kafelki jadą spod Szczecina, a sanitariaty z Poznania 😁

Ps2. Coś á propos Dnia Kobiet (zdjęcie pochodzi z Internetu) 🙂

E. Geppert

Teksty o życiu – takim, jakim jest. Niesłodzone. Prawdziwe. Ale jednocześnie – dające nadzieję, że się podniesiesz. Bo przecież ,,trzeba znaleźć – tu, na Ziemi – swoją prawdę, nawet gorzką, nawet słoną”. Czasem – pod pozornie humorystycznymi słowami – kryjące to, co gorzkie, bolesne, smutne. Tak jest z piosenką dotyczącą  ,,Pamiętnej wycieczki”, która wyszła spod pióra Asji Łamtiuginy.

,,Landrynki” Patrycji Tomczak. Jeden z najsmutniejszych utworów. Ale chyba każdy z nas zna takie samotne osoby.

,,Spóźnili się na pociąg świata,

odtąd czekają. 

Jak z bicza trzasł przemknęły lata –

czas w miejscu stanął.

W gazetach krzyży rośnie rząd

nad kolegami,

przed wojną to w szwach pękał dom,

a teraz sami.

Landrynek przechowują stos

w starym bufecie,

opowiadają wszystkim wkrąg

o dobrych dzieciach.

Tyle by mieli przecież im

do pomilczenia,

a w głowie nie postanie myśl,

że czas to pieniądz.

Daremnie wzrok wbijają w drzwi,

tuląc w objęciach

tych, co znów nie zdążyli przyjść – 

wnuki na zdjęciach.

Gdy wreszcie w pustych stanie dzrzwiach

zła Czarna Pani,

to poczęstują, żaden strach,

ją landrynkami.

Wtedy zatrzyma Was na chwilę

śmierć tych, co byli Waszym życiem,

czas chciał, więc muszą zostać w tyle –

odżałowani pracowicie.

Potem wrócicie do swych zajęć,

zajęci czasem, a czas Wami,

dopóty czas jest Wasz, dopóki

nie zostaniemy wreszcie sami.

Dopóty czas jest Wasz, dopóki

nie zostaniemy wreszcie sami

smutno czekając na swe wnuki

wraz z niechcianymi landrynkami.”

Tęsknota za tym, co już nie wróci. ,,Czy pamiętasz jak to było?” – pyta. Śpiewa o swoim królestwie.

Edyta Geppert. Pierwsza Dama Polskiej Piosenki.

geppert_edyta_320

(Źródło zdjęcia)

 

 

 

Bóg. I miasto. Wielkie miasto!

Starannie przygotowane – i przeprowadzone – przez Katarzynę Olubińską wywiady ze znanymi ludźmi, którzy nie boją się przyznać: ,,Tak. Wierzymy„. Żyją – jak my wszyscy – w zwariowanym pędzie zwariowanego świata. Zdarzało im się miewać chwile zwątpienia. Przezwyciężyli je. Dziś otwarcie mówią o swojej wierze w Boga.

Ja sama poważnie zwątpiłam kilka lat temu. A mój stosunek do Kościoła jako do instytucji bezkrytyczny nie jest. Najważniejsza jest dla mnie wiara sama w sobie. Wierzę w Boga. Ta wiara daje siłę, daje nadzieję na to, że… że dam radę. ,,Że jakoś to będzie” – jak to ja mawiam. Tym chętniej sięgnęłam po książkę ,,Bóg w wielkim mieście” – takie lektury to zawsze dodatkowy zastrzyk nadziei.

To nasza tylko, nie gwiazd naszych wina

Tytuł jest jaki jest, ale pustka w głowie też jest, a co za nią idzie – brak pomysłu na jakiś bardziej ambitny tytuł. A potrzeba pisania? Potrzeba pisania też jest.

Jeżeli powieść dla młodzieży niesie jakieś wartości, to chętnie po nią sięgam. Tak jest z książkami Marcina Szczygielskiego (,,Za niebieskimi drzwiami”). Tak jest z książkami Johna Greena.

Zaczęło się od gwiazd… ,,Gwiazd naszych wina”. Potęga miłości. Uczucie, które przetrwało nawet śmierć. Piękna podróż… podróż życia. I piękny Amsterdam.

Póki co, skończyło się na ,,Żółwie aż do końca”. Choroba psychiczna. I wszystko, co się z tą chorobą wiąże. Samookaleczanie. Poczucie niezrozumienia. Odrzucenie przez innych. Emocje i myśli, z którymi człowiek sobie nie radzi (nie zawsze radzi). Lęki.

,,Nie poddawaj się” – mówi autor książki. – ,,Pokonuj swoje słabości”.

(Źródło rysunku)

Wszystko, co kocham

,,Przeszłość sama odchodzi, nie trzeba jej niszczyć. Sama potrafi także wrócić – szukać ani ocalać też jej nie trzeba – bo jest tuż obok za ścianą czasu…”

(Hanna Kowalewska ,,Tego lata w Zawrociu”)

Z ,,moim Zawrociem” łączy się jedna z moich największych pasji – genealogia. Badać historię mojej rodziny – właśnie z ,,Zawrocia” się wywodzącej – zaczęłam dobre paręnaście lat temu. Dobrnęłyśmy – badania prowadzę wraz z moją Siostrą Cioteczną i naszą wspólną Ciotką – do przełomu wieków: XVIII i XIX. Szukając głębiej zorientowałyśmy się, że nasze nazwisko nie występuje wcześniej niż w końcu XVIII stulecia. Więc jest całkiem prawdopodobne, że nasi przodkowie przybyli na Podlasie właśnie w tym okresie. Skąd? Z Kielecczyzny bądź Małopolski. Na Podlasiu, w ,,Zawrociu”, osiedli, gdyż był to obszar właśnie zasiedlany po zarazie, która go spustoszyła.

,,Zawrocie” – rozumiane jako mój ukochany rodzinny dom („ten stary dach, co prawi baśń o dawnych dniach”) – jeszcze w drugiej połowie XIX wieku mieściło się gdzie indziej – wprawdzie w obrębie tej samej miejscowości, ale pod innym numerem, parę działek dalej. Za sprawą – nazwijmy to – niegospodarności jednego z moich przodków – ,,Zawrocie” przeniosło się tam, gdzie jest do dnia dzisiejszego.

Przygotowuję aktualnie zjazd rodziny ze strony mojej Mamy. (,,Zawrocie” bowiem to rodzina Ojca.) W wolnych chwilach tworzę jej drzewo genealogiczne. Bardzo zależy mi na tym, żeby i tę rodzinę jak najlepiej poznać – jej korzenie. Ale przede wszystkim, żeby mieć kontakt z tą rodziną.

Jestem rodzinna. Może dlatego, że ,,Zawrocie” tak blisko się ze sobą trzyma, a ja jestem z nim tak związana? I tym bardziej mi zależy na dobrych rodzinnych relacjach? A może to po prostu kwestia charakteru?

Bardzo Słony Karmel

Noworoczne postanowienie wzięło w łeb. Zero słodyczy! Niestety. Miłość do karmelu zwyciężyła. Pospołu z miłością do kawy (to już lepiej; kawy można nie słodzić i tak też uczyniłam). Do Labour Cafe na Ordynackiej wdepnęłam celem wypicia kawy właśnie. Wszak dla mnie dzień bez kawy – dniem straconym. A ze akurat się – niestety! – tarta ze słonym karmelem napatoczyła, to i jej skubnęłam.

Słucham właśnie niezrównanego Jeremiego (P.). Piosenki ze współtworzonego przezeń Kabaretu towarzyszą mi od dzieciństwa – tak Dziadziuś, jak i Mecenas S. bardzo namiętnie karmili mnie twórczością rzeczonego Jeremiego.

Addio, pomidory! Lubię. Niemniej jednak moją ukochaną piosenką Kabaretu pozostaje…

…nie, nie ta, gdzie Kalina J. przekonywała, ile to w Niej jest seksu

…ale utwór – też Kaliny! – w którym żaliła się Ona na Romea, co to może nie ma na klimat nasz palta, może właśnie dokańcza Tybalta:

Miłej reszty weekendu!:)

Próba oczyszczenia III

czyli dwie części złożone w jedną

Nadszedł Nowy Rok, więc… chyba pora na krótkie podsumowanie lat 2016 – 2017. Rok 2016 był czymś, co sprawiło, że… że jestem zupełnie inną osobą. Zupełnie. Kiedy ktoś mnie pyta o studia doktoranckie, dlaczego na nie się – póki co – nie zdecydowałam… to niech tutaj – w poniższym tekście – poszuka odpowiedzi. Dlaczego tak często tu piszę o takich rzeczach jak stany depresyjno – lękowe, osamotnienie? Dlaczego mówię wprost, jak żyję? Bo próbuję zwrócić uwagę na istotny problem. Problem braku zrozumienia. Wrażliwców w szczególności. Życie w pędzie, wieczna pogoń. Jak śpiewał mój ulubiony kabaret:

,,Cały dzień po Bożym świecie i ty i ja
Gonimy tyle ważnych spraw
Dla pieniędzy i dla sławy, dla czegoś tam
Wspólny wieczór jaki to jest skarb…”

Pozostaje mi życzyć Szanownym Czytelnikom, żeby w 2018 trochę… przystopowali w tej szaleńczej gonitwie. By doceniali to, co mają i to, co ich spotyka. By przyjrzeli się sobie nawzajem, starając się… zrozumieć. Siebie nawzajem.

28 lipca 2016:

Ty, Panie, tyle czasu masz, mieszkanie w chmurach i błękicie

Niech ten tekst będzie pewnym wyznaniem. Źle się czuję z samą sobą. Straciłam chęć do wszystkiego. Nie jestem w stanie zmusić się do zrobienia czegokolwiek. Nie, to nie jest kwestia nadmiaru czasu. Chyba. Nie potrafię cieszyć się tym, co kiedyś mnie cieszyło. Jestem kłębkiem nerwów. Zupełnie się pogubiłam. Siedzi we mnie coś, co nie chce wyjść. Uczucie głębokiego zniechęcenia? Strachu?… Pół roku życia na placu budowy. Obiecywano nam spokój, warunki do nauki, ładnie urządzone pokoje. Nic z tego, co obiecywano, nie otrzymaliśmy. A dla mnie 2500 złotych miesięcznie to był naprawdę duży wydatek. Miałam nadzieję, że sobie poradzę. Nie poradziłam. Psychicznie.

A ja na głowie mnóstwo spraw i na to wszystko jedno życie

Wszyscy chcą, żebym ja już domykała ten wyjazd. Oddawała wszystkie prace, broniła się we wrześniu. A ja straciłam siłę. Siły. Wszystkie siły – psychiczne i fizyczne. Od pół roku nie jestem w stanie usnąć w nocy. Ratunkiem są tabletki – ziołowe, ale tabletki. Płaczę. Dużo płaczę. Ale w ukryciu. Tak, żeby nikt nie widział. Nie wiem, co zrobić ze swoim życiem. Miałam plany, tyle marzeń. Wyobrażałam sobie siebie najpierw jako panią magister – później – ewentualnie studentkę studiów doktoranckich, a summa summarum dziewczynę z tytułem doktora…

A skoro wszystko lepiej wiesz, bo patrzysz na nas z lotu ptaka

Nie potrafię zebrać się, by zadzwonić do kogokolwiek. By skontaktować się z kimkolwiek. Miałam jechać na działkę jutro – jeszcze nie wiem, czy pojadę. Nie potrafię się otworzyć. Nawet przed rodzicami. Duszę wszystko w sobie. Mam wrażenie, że niewiele osób dostrzega mój problem. Bardzo niewiele. Najbliższa rodzina jest ze mnie dumna, że ja ,,tak doskonale dałam sobie radę’’ (to są jej słowa, nie moje). A mnie ten wyjazd tyle kosztował. Pomijam już kwestię finansową, ale mówię o kwestii psychicznej, nerwowej. Przepłakane noce, liczenie każdego, absolutnie każdego wydanego grosza. Brałam coś do ręki i dziesięć razy się zastanowiłam, zanim cokolwiek kupiłam. Trzysta pięćdziesiąt (czasem czterysta) złotych dostawane co tydzień z domu starczało na utrzymanie się na powierzchni przez kolejne siedem dni – rzadko kiedy wydawałam na coś ekstra. Małe, drobne szaleństwo to w zasadzie jedyna rzecz ,,tak dla siebie’’, na którą wydałam jakieś większe pieniądze.

To powiedz mi, czemu tak jest, że czasem tylko siąść i płakać?

Nie wiem, nie potrafię, nie umiem sobie pomóc. Nie potrafię uczynić tego pierwszego kroku. Dlaczego wycofałam się w cztery ściany domu? Dlaczego ograniczyłam kontakty z ludźmi do minimum? Jestem płaczliwa. Rozdrażniona. Kiedyś taka nie byłam. Gdy miałam problem – rozmawiałam. Wyrzucałam to z siebie. Teraz zamykam się w sobie. Płaczę. Nawet, kiedy rozmawiam z ludźmi – nie umiem się otworzyć tak do końca.

Ja się nie skarżę na swój los, potulna jestem jak baranek

Kopenhagę jako miasto pokochałam. Myślę, żeby tam wrócić… nawet jeśli nie w tym roku, to z pewnością kiedyś. Pokochałam Nørrebro z jego wielokulturowość, Østerbro za czar małych uliczek. Indre By – kopenhaska Starówka, Strøget – to wszystko jest piękne. Amager Strand – plaża obok której mieszkałam – i te piękne zachody słońca. Ja nie potrafię powiedzieć ,,nie’’. Nie jestem asertywna. Niestety. Gdy ktoś mnie o coś prosi – robię wszystko, by temu podołać. Kiedy ktokolwiek zwróci się do mnie o pomoc – próbuję pomóc. Wiem, że zdarzają się osoby, które to wykorzystują.

I tylko mam nadzieję, że… że chyba wiesz, co robisz, Panie

Że wszystko się da naprawić. Wszystkie moje błędy i niedopatrzenia.

6 maja 2017:

Ile mam grzechów, któż to wie? A do liczenia nie mam głowy

Przećwiczyłeś mnie, Panie, w zeszłym roku strasznie. Nie mam do Ciebie o to żalu i nauczyłam się żyć z pełną świadomością wszystkiego, co się wydarzyło. Ale… czasem się nadal pojawia ten paraliżujący lęk z którym sobie totalnie nie radzę.

Wszystkie darujesz mi i tak – nie jesteś przecież drobiazgowy

Dużo pracuję. Dużo się uczę. Wprawdzie nauka też mi idzie ostatnio z trudnościami. Na nadmiar wolnego czasu nie narzekam, więc generalnie można powiedzieć, że się przynajmniej w tym temacie ogarnęłam. Ja wiem, ja popełniłam masę błędów – i teraz próbuję je jakoś połatać, posklejać, pozalepiać. Czasem bardziej udolnie, czasem mniej.

Dlaczego mnie do raju bram prowadzisz drogą taką krętą?

Krętą, to prawda, ale może nie tak całkiem bezsensowną. Te zeszłoroczne wyboje i przeboje z życiem mnie dużo nauczyły. Ja już nie pytam, dlaczego. Pytać o to – jest bez sensu. Zdałam się po prostu na życie… którego nikt za mnie przecież nie przeżyje.

I czemu wciąż doświadczasz tak, jak gdybyś chciał uczynić świętą?

Świętą? Czy ja wiem? Do świętości trochę mi daleko. Niemniej jednak często Cię o to pytałam. W chwilach, gdy wszystko się paprało. W tych najgorszych momentach, kiedy wymiękłam zupełnie i potrzebowałam pomocy specjalistów.

Ja się nie skarżę na swój los, nie proszę więcej niż dać możesz

Powyższe słowa stały się niejako moim życiowym credo. Teraz już wiem, że nie ma po co opowiadać o swoich planach. Nikomu, a Tobie zwłaszcza, bo tylko będziesz miał ubaw.

I ciągle mam nadzieję, że… że chyba wiesz, co robisz, Boże

I na wszystko już masz plan, prawda?

To życie minie jak zły sen, jak tragifarsa, komediodramat

Wszystko się kiedyś skończy. Całe to bytowanie na ziemskim padole. Póki co, wiem jedno: w moim życiu nastąpił bardzo wyraźny podział. Na okres ,,przed’’ i na okres ,,po’’. I faktycznie to, co przeżyłam rok temu – teraz jest dla mnie – z perspektywy czasu – niczym sen. Ze swoimi wzlotami, upadkami, śmiechem, płaczem, słowem: wszystkim. ,,Tragifarsa”? ,,Komediodramat”? Do jakiej kategorii ja to wszystko zakwalifikowałam, pozostanie moją słodką tajemnicą.

A gdy się zbudzę, westchnę: „Cóż… to wszystko było chyba… zamiast”

I znowuż: coś zamiast czegoś. Gdyby nie to wszystko, o czym piszę, możliwe, że nie zaznałabym wielu rzeczy, nie poznałabym wielu osób. W tym miejscu chciałabym podziękować tym osobom, które mnie wspierały. Czasem ciepłym słowem, a kiedy trzeba było – porządnym opieprzeniem. Tak pierwszy ze sposobów, jak i drugi z nich – powoli sprowadzały mnie na właściwą drogę.

Lecz, póki co, w zamęcie trwam, liczę na palcach lata szare

Zamęt jest. Teraz. Ale w znaczeniu pozytywnym. Smakuję życia. Powoli, bo powoli (ale zawsze!) finiszuję te moje studia. Jestem sama, ale nie samotna. Zajęć mam dużo, także się nie nudzę. I już nie łażą mi po głowie żadne dziwaczne myśli, których było przecież pełno.

I tylko czasem przemknie myśl: ,,Przecież nie jestem tu za karę”

Za karę to może i jestem, a cholera wie… Nie, no żartuję. Bo przecież po coś mnie tu na Ziemię te ćwierć wieku temu przysłałeś.

Dziś czuję się jak mrówka, gdy czyjś but tratuje jej mrowisko

Bo się tak czułam. Było sobie mrowisko, było, było i nagle – klops – zostało zniszczone. Całkowicie. Zrównane z ziemią. Długo je odbudowywałam. Bardzo długo.

Czemu mi dałeś wiarę w cud, a potem odebrałeś wszystko?

To miał być naprawdę cud. Cudowny, niepowtarzalny okres. A jak to się wszystko potoczyło… wiesz.

Nie chcę się skarżyć na swój los, choć wiem, jak będzie jutro rano

I z uśmiechem staram się wejść w każdy nowy dzień. I patrzeć optymistycznie.

Tyle powiedzieć chciałam Ci zamiast… pacierza na dobranoc

Jak wyżej. Nic dodać, nic ująć.

…a takie coś znalazłam dziś w Warszawie…