Niech żyje bal!

Kilka lat temu zostałam zaproszona, by pojechać – w charakterze słuchacza – na konferencję do Zamościa. Była ona poświęcona Unii Horodelskiej. Wśród organizatorów znalazło się Stowarzyszenie Potomków Sejmu Wielkiego, jak również Związek Szlachty Polskiej i Polskie Towarzystwo Ziemiańskie.

Jako młoda adeptka historii cieszyłam się, że mogę słuchać wystąpień znanych i cenionych historyków. Że mogę poszerzać wiedzę. A że wszystko odbywało się w urokliwym Zamościu – tym lepiej. Z rozrzewnieniem wspominam nie tylko same wystąpienia konferencyjne, ale wszystko to, co było obok – wieczorne wyjście na piwo, uroczystą kolację czy zakup złotego kapelusza:) niestety, kapelusz nie był i nie jest mój 🙂

Z tymi Ludźmi, których wówczas poznałam – miałam okazję bawić się w ostatnią sobotę na Balu Młodej Szlachty.

Wiosennym Balu Młodej Szlachty.

Bardzo dziękuję za zaproszenie. I do zobaczenia… za rok:)

Ps. Swojej foty w sukni balowej nie umieszczę (jak wiadomo, nie umieszczam na „Mrowisku” swoich zdjęć, swoje prawdziwe imię „odkrywam” rzadko).

Co…?

Krzysztof Koziołek i jego powieść ,, Góra Synaj”. Kryminał retro z Głogowem w tle. Drrreszczyk emocji jest.

Ale ja dzisiaj nie o tym…

Myślę, że do regularnego blogowania wrócę w wakacje. Posty na „Mrowisku” pojawiają się rzadko. Już mi się nie chce nawet opisywać szczegółów.

Wierzę w twoją szczerość. Życie mnie jednak nauczyło, że nie zawsze szczera prawda jest prawdą obiektywną.

(Hanna Kowalewska „Tego lata w Zawrociu„)

A Azorek jest taki łagodny!

Po tym jak wczoraj zostałam dziabnięta przez psa, pozwolę sobie przypomnieć: pieseczki (zwłaszcza te duże) wyprowadza się na smyczce, jak idziesz z nimi po ruchliwej ulicy. Pies ma INSTYNKT. Nigdy nie wiesz, co mu do głowy strzeli (tak, wiem, nie masz tej pewności także w stosunku do… ekhem… niektórych osób). Prawdę mówiąc, jak zobaczyłam panów, którzy szli z owczarkiem collie (przez którego zostałam dziabnięta), to doszłam do wniosku, że to chyba o przedstawicielu takich gości właśnie śpiewała Irena Santor (w swoim przeboju) jako o „facecie zawianym” – z tą tylko różnicą, że żaden z wczoraj napotkanych nie podpierał nosem słupa. Szli – elegancko zataczając się.

Proszę Państwa, Azorek może być najłagodniejszy – dla swoich właścicieli. Nie wiadomo, powtarzam, co Azorkowi strzeli do łba na ulicy. Po to są obróżki i smyczki, żeby z nich korzystać. A w ogóle jak jesteśmy w stanie wskazującym na spożycie, to chyba lepiej, żeby Azorek został w domu.