Babska kłótnia na boskiej imprezie

Taki mniej więcej temat lekcji moja koleżanka zadała parę dni temu czwartoklasistom, z tą różnicą, że słowo „zabawa” zastępowało „imprezę”. Stanowiło to nawiązanie do mitologicznej kłótni trzech bogiń. A że ja jestem rozmaitych cytatów, powiedzonek etc., etc., etc. fanką absolutną – ten temat lekcji tak mnie urzekł, że stwierdziłam, iż go zapiszę, by nie pozostał tylko w czeluściach szkolnych dzienników.Tak dziś wstawało słońce, gdy rano wyściubiłam nosa z wyrka.A teraz – tak bardzo życiowe.(Obrazek rodem z Internetu…)

Bez biletu

Zmęczenie chyba jednak robi swoje. Wczoraj dostałam pierwszy w życiu mandat. W ogóle pierwszy. Już nie, że pierwszy za jazdę bez biletu. Przejechałam prawie że całą trasę, trzymając nieskasowany bilet w ręku. Kanar wsiadł jak byłam jedną stację przed tą moją końcową.

Chyba jednak miesięczny to nie jest taki głupi wynalazek…

Bilet, znaczy się…

Nie zabijaj tej miłości

W dniu w którym podwyżka cen biletów na wukadkę stała się faktem, a ja po raz kolejny ścięłam swoje rudościBrexit doszedł do skutku. Mam nadzieję, że nie zmieni to mojej miłości do angielskiego (jako języka) i Wielkiej Brytanii. Mam nadzieję, że tak, jak robiłam to już nieraz, odwiedzę Londyn. Będzie trochę inaczej, przypuszczam, bo może tak być, ale – jeszcze przynajmniej kilka razy mam zamiar w życiu być w GB. Mam nadzieję, że Brexit nie zabije tej miłości.

Da spokojnie umrzeć jej…