Narysuj, proszę, drzewo owocowe

Od 5. 15 na nogach. Podyplomówka. Teraz odpoczywam. Wyżywam się. Artystycznie. Rysuję.

Rysuję, pierwszy raz od dawna, bo talentu do rysunku mi akurat Bozia poskąpiła. Rzadko ostatnio bywam w Warszawie. Jeżeli już jestem – chłonę miasto.

Za kilka tygodni moje mrowisko będzie obchodziło trzylecie swojego istnienia. Jejku, ale zleciało… Dwa dni temu znów chodził za mną tekst bardzo związany z tym blogiem – wnikliwi czytelnicy mrowiska z pewnością domyślą się, o jaki chodzi.

Landrynek przechowują stos

Boli serce, gdy widzę starsze, samotne osoby. Często egzystujące w fatalnych warunkach – mieszkaniowych, ale nie tylko. Ja wiem, ktoś mi znowu powie, że jestem przewrażliwiona. I że może niepotrzebnie o tym tutaj piszę. Tylko, że… ja – nie potrafię nie zwrócić na to uwagi. Starszy, osłabiony, dziewięćdziesiecioletni człowiek – sam w mieszkaniu. Właściwie pozbawiony pomocy, bez opieki. Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?

Ojej, znów mam w głowie tekst piosenki, który już tu był kiedyś, na blogu. Ale – tak samo, jak wtedy – ciekną mi łzy. Ciurkiem.

,Spóźnili się na pociąg świata,

odtąd czekają.

Jak z bicza trzasł przemknęły lata –

czas w miejscu stanął.

W gazetach krzyży rośnie rząd

nad kolegami,

przed wojną to w szwach pękał dom,

a teraz sami.

Landrynek przechowują stos

w starym bufecie,

opowiadają wszystkim wkrąg

o dobrych dzieciach.

Tyle by mieli przecież im

do pomilczenia,

a w głowie nie postanie myśl,

że czas to pieniądz.

Daremnie wzrok wbijają w drzwi,

tuląc w objęciach

tych, co znów nie zdążyli przyjść –

wnuki na zdjęciach.

Gdy wreszcie w pustych stanie dzrzwiach

zła Czarna Pani,

to poczęstują, żaden strach,

ją landrynkami.

Wtedy zatrzyma Was na chwilę

śmierć tych, co byli Waszym życiem,

czas chciał, więc muszą zostać w tyle –

odżałowani pracowicie.

Potem wrócicie do swych zajęć,

zajęci czasem, a czas Wami,

dopóty czas jest Wasz, dopóki

nie zostaniemy wreszcie sami.

Dopóty czas jest Wasz, dopóki

nie zostaniemy wreszcie sami

smutno czekając na swe wnuki

wraz z niechcianymi landrynkami.”

Landrynkami. Takimi, jak na zdjęciu.

Nie zgadzam się na hejt

Wczoraj odeszła Jolanta Szczypińska. Posłanka Prawa i Sprawiedliwości. Politycznie – zupełnie nie moja bajka. Ale nie mogę zgodzić się na hejt, który się wylał.

Ludzie, błagam! Wobec śmierci wszyscy jesteśmy równi. Pisanie, że: „jednego pisiora mniej” jest absolutnie nie na miejscu. Jest brakiem szacunku dla Osoby zmarłej. Kiedy dwa i pół roku temu zmarł Artur Górski (również związany z PiS – em) i również pojawił się potężny hejt, przeciwstawiałam się mu na swoim Facebooku (na moim koncie prywatnym). Nie rozumiem, jak można upaść do poziomu ludzi, którzy nie potrafią uszanować uczuć osieroconych Rodzin, opuszczonych Przyjaciół…? Apeluję: niech w takich sytuacjach patrzmy na ludzi, a nie na – mniejszych lub większych – przeciwników politycznych.

Miłość i inne przekleństwa

Lubuję się w ckliwych romansidłach. To znaczy: ostatnimi czasy lubuję się w ckliwych romansidłach. Są idealne na takie zupełne odmożdżenie (zwłaszcza przy tak podniesionym ciśnieniu, jak moje dziś)! Lecą ukochane stare kawałki, a ja – zalewając się łzami – palę świeczki i czytam jakiś polski odpowiednik Danielle Steel. I niczego więcej przed weekendem do szczęścia nie potrzebuję!

Bonjour, nowa zmarszczko

I znów słucham niezrównanej Edyty Geppert. Utwór, o którym tak często tutaj piszę, też gdzieś w tle leci. Moja najdroższa B. – najedzona, wypieszczona, po czterech spacerach – śpi. I tylko sterczą moje ukochane uchale – tylko one wystają ponad kocyk, którym otulona jest B. Całkiem spokojnie piję trzecią kawę. I przygotowuję jutrzejsze zajęcia.

Dobrze jest.

Tak.

Dobrze jest.

Ps. Choć znów dzień przeleciał. Bonjour, nowa zmarszczko.

Ps2. Na poniższą kapliczkę natrafiłam w bramie jednej z warszawskich kamienic.