W dziurawym bucie mieszka mysz

Nieźle go nawet urządziła.

A. Tak… Podczas urządzania em – kwadratu.

W dziurawym bucie mieszka mysz.
Nieźle go nawet urządziła,
Nigdy nie mówię jej: „a kysz!”
I ona też jest dla mnie miła.
Bywa, że wpadnie po sąsiedzku
pożyczyć chleba albo sera
albo pogadać o czymkolwiek,
kiedy samotność nam doskwiera.
W moim magicznym domu
wszystko się zdarzyć może.
Same zmyślają się historie,
sam się rozgryza orzech.
W moim magicznym domu
ciepło jest i bezpiecznie.
Gościu znużony, gościu znudzony,
jeśli zabłądzisz kiedyś w te strony,
zajrzyj tu do nas koniecznie.
Przedstawię ci Macieja kota;
fascynujący z niego facet.
Całymi dniami tkwi w fotelu
i lekceważy każdą pracę.
Lecz niewątpliwą ma zaletę:
gdy spływa wieczór granatowy,
on słodko mruczy wprost do ucha
najbardziej senne bossa novy.
W moim magicznym domu
wszystko się zdarzyć może.
Same zmyślają się historie,
sam się rozgryza orzech.
Licho śpi w kącie cicho
i zegar tyka serdecznie.
Gościu znużony, gościu znudzony,
jeśli zabłądzisz kiedyś w te strony,
zajrzyj tu do nas koniecznie.
Tutaj nikt z nikim się nie liczy,
gazet nie czyta, plotek nie słucha.
Tutaj jest miło i przytulnie,
chociaż na świecie zawierucha,
chociaż w powietrzu wciąż coś fruwa
głupieje z wiekiem stara Ziemia,
lecz w moim domu, chwała Bogu.
nic mimo zmian tych się nie zmienia.
W moim magicznym domu,
dzięki Ci, dobry Boże,
same zmyślają się historie,
sam się rozgryza orzech.
W moim magicznym domu.
ciepło jest i bezpiecznie.
Gościu znużony, gościu znudzony,
jeśli ci kiedyś będzie po drodze,
zajrzyj tu do nas koniecznie.

Słowa powyższe są autorstwa Magdy Czapińskiej.

Piszę chociaż kilka słów

Obiecałam Ci, mój kochany T., że napiszę więcej. No to, do dzieła!

Właśnie wyszłam z antykwariatu wprawdzie uboższa o parę złotych, ale bogatsza w cztery (o cztery?) nowe książki. Będą w moim em – kwadracie. Trzy z nich są poniekąd kopenhaskie, czwarta to powieść autora jednej z moich ukochanych książek. Wiesz, że jak ktoś chce szybko stracić dużo kasy, to wystarczy, że mnie wypuści do księgarni… Em – kwadrat już się mebluje, więc przeprowadzka na dniach (no, mam nadzieję!). Cieszę się ostatnimi dniami urlopu, od poniedziałku wracam do pracy.

Całuję mocno. Mocno. Mocno…

Köln. Czytanie czyni zuchwałym.

Jak obiecałam. Dzisiaj o Kolonii.

Weekend. BARDZO intensywny weekend. Piękne Miasto ze Wspaniałymi Ludźmi. Z Moją Rodziną.

Kölner Dom. Katedra w Kolonii. Nie ma słów, które oddałyby piękno tego kościoła.

Most Hohenzollernów…

Bany. 😁 Obok tomatów to kolejne słowo – klucz…

Kolońskie Stare Miasto.

Czytanie czyni zuchwałym. Tak powiedziała jedna pisarka. O tej książce pisałam. Tusind tak, Roxy! Danke schön, Roxy❤️!

Ps. Cmentarz Melaten. I przepiękne poranne słońce.

W Köln byłam po raz pierwszy. Ale nie ostatni. Dziękuję Wam, Kochani.

Tomaty? Ja, genau!

Pozdrowienia z Köln.

Właściwie ten post miał powstać wczoraj i stąd powyższe zdanie, ale w pięknym mieście Köln spędziłam tak intensywny weekend, że nie miałam czasu zajrzeć na moje mrowisko. Jutro powstanie większy post na temat Köln… ale dzisiaj już uchylę rąbka tajemnicy: pilnie uczyłam się niemieckiego. Najbardziej zapamiętane przeze mnie wyrażenia to: „tomaty” i „ja, genau!” 🙂

Czy możemy być na ty?

Przyznaję się z pewnym wstydem do jednej rzeczy. Wyjątkowo opornie przychodzi mi mówienie do kogoś na ty. Jeżeli ktoś do mnie się zwraca po imieniu, to żaden to problem. Sama często proszę, by tak do mnie mówiono. Natomiast jeżeli już to ja mam powiedzieć komuś po imieniu, szczerze powiem, nie jest łatwo.

Pod tym względem jestem absolutnym przeciwieństwem Mecenasa S. i mojej Mamy: Rodzice są na ty nie chcę powiedzieć, że z połową świata, bo to byłaby przesada, ale z pewnością z bardzo wieloma osobami. Ja jestem pod tym względem zdecydowanie bardziej oficjalna. Tak więc proszę się nie zdziwić, jeśli mówię do kogoś (bądź piszę) per,, Szanowny Panie” czy,, Szanowna Pani”. I proszę się z tego nie śmiać. Może kiedyś się przemogę. I wzorem moich Rodziców przejdę na ty z taką łatwością.