Droga do szczęścia

No to sobie popłakałam… na filmie z 2008 roku.

Znajduję się na początku drogi. Od kiedy dwa lata temu się zbuntowałam (w końcu!), cały czas powoli układam tę swoją drogę: kamyk po kamyku. Kilka dni temu ktoś powiedział: „H., szalejesz!”. Bo szaleję, to prawda. Przez całe życie myślałam najpierw o innych, a gdzieś na szarym końcu – o sobie (powiedziano niedawno do mnie: „Najpierw chciałaś pół świata zbawić, a potem dopiero myślałaś o sobie, H. „) . Teraz to zmieniam. Najpierw jestem ja.

Wprawdzie nie wpadłam jeszcze na pomysł przeprowadzki do Paryża, na jaki wpadła bohaterka filmu, mistrzowsko odegrana przez Kate Winslet. Ale w snach się pojawia jedno miejsce, które strasznie, strasznie chciałabym zobaczyć. I to jest mój cel. I droga do tego celu… to jedna z moich dróg do szczęścia.

Szukając serca i faworów

Myszor i ja robimy dziś powtórkę z Kopenhagi. Wracamy do długich wycieczek. Wybraliśmy się na Żoliborz. Jak wiadomo (albo i nie wiadomo), mam słabość do tej dzielnicy. Więc wyjechaliśmy rano z Dziurawego Buta, zahaczyliśmy o dom moich rodziców i wybyliśmy do 100lycy. Na upragnione Kalinowe Serce (tak, tak! Kalina J.!) przyjdzie czas w tygodniu, bo właśnie wypiłam kawę w Faworach i co…? I pedałuję dalej!

Welcome to the Leaky Shoe

Dzisiaj Dziurawy But (a wraz z nim jego lokatorka – Mysz) witali swoich Gości. Dziękujemy. Było cudownie. Teraz Mysz sprząta. Przecież jutro Mysz idzie do pracy, a Dziurawy But musi być czysty. Do szybkiego zobaczenia:)

Całusy:*

DB & M :*