Ból fantomowy

Jest takie pojęcie jak „ból fantomowy”. Osoby z odjętą kończyną odczuwają jej ból. Mam tak i ja w tym momencie. Boli mnie miejsce w którym był uszkodzony wczoraj aparat.

„Hello silence, my old friend”. „Witaj, ciszo, moja stara przyjaciółko”. Parafraza pierwszego zdania „The sound of silence” (Hello darkness, my old friend).

Jutro po pracy pojadę do miejsca, w którym miałam wszczepiane implanty. I może napiszę potem, czego się dowiedziałam.

Tylko mucha czuła się wyśmienicie

Nie ma już upałów. Nie ma już upałów, podczas których – jak to ładnie określono w jednej z ostatnio czytanych przeze mnie książek – „tylko mucha czuła się wyśmienicie”. Upałów podczas których człowiek marzył tylko o chłodzie, a muchy się pasły – zadowolone.

Jest za to ciepła jesienna kawa, jesienna feeria barw, którą uwielbiam. No i jesienne spacery z Perełką. Długie, bo takie N. kocha.

I jestem. N.!

Dzisiaj zamieszkała ze mną N. Niemal tydzień po odejściu Maleńkiej B. Znaleziona dokładnie w dniu odejścia mojej Kruszynki.

Moje szczęście jest… nie, nie bezglutenowe, jak koniecznie chce mi wcisnąć słownik z telefonu.

Moje szczęście jest bezgraniczne.

Kundelki mają dziś swój Dzień

Nie ma już ze mną mojej Maleńkiej B.

Ale chciałabym złożyć wszystkim Kundelkom najlepsze życzenia z okazji ich Dnia.

Zacytuję jedną z Obserwatorek naszego wspólnego – Burci i mojego – Instagrama:

„Bardzo się do Was przywiązałam… tak po prostu, po odejściu mojego Tosia przytuliłam się tutaj… cieszyłam się z Waszej radości… że jesteście razem… nasi Bliscy nie odchodzą… Burcia była szczęśliwa (…)”

Kocham.

Zawsze będę kochać.

Burciu moja Malutka…

Kruszynko moja,

wiem, że niektórzy powiedzą: „Ma baba prawie trzydzieści lat i ryczy. Nie wypada”. Wiem, że kiedy dreptałyśmy na nasze wspólne spacery, z pewnością wiele osób patrzyło na mnie jak na wariatkę, bo bez przerwy do Ciebie gadałam.

Kruszynko moja.

Byłaś moim pierwszym prawdziwie własnym psiakiem. Moimi ukochanymi – jak o nich mówiłam – radarami. Moimi najpiękniejszymi kasztanowymi oczami, nakrapianymi łapinkami. I moim ogonem, który zawsze był w ruchu, gdy wstawalam z łóżka, gdy przychodziłam do domu, gdy padało magiczne słowo „spacer”.

Kochałam patrzeć na Twoje szczęście. Bo mam nadzieję, że byłaś szczęśliwa. Ja Ci mogłam dać przede wszystkim całe swoje serce. I robilam, co w mojej mocy, żebyś, moja Maleńka B., czuła moją wielką do Ciebie miłość.

Kiedy widzialam Twoje uśmiechy, Twój brzuszek, który odsłaniałaś całymi dniami wylegując się na pleckach – byłam najszczęśliwszym ludziem świata. Tego samego dnia, w którym zamieszkałyśmy we dwie, spotkał mnie ogromny zaszczyt: podałaś mi, mój Skarbie, łapkę.

Kruszynko moja.

Byłyśmy we dwie. Razem spałyśmy, razem przemierzałyśmy Pruszków i podkowiańskie lasy. Właściwie wszystko (albo prawie wszystko) robiłyśmy razem.

Byłyśmy we dwie do końca. Wczoraj odeszłaś. W moich ramionach. Przytulona. Jeszcze wracałam, biegłam z Tobą na rękach do lecznicy. Jeszcze robiono masaż serca.

Może mi ktoś powie, że nie byłaś rasowa, że byłaś czarnym, malutkim kundelkiem.

Ale dla mnie, Kruszynko, byłaś całym światem…

Barbórka 22. 09. 2018 – 20. 10. 2019

Śpij, moja Kruszynko…

Dokąd idą psy, gdy odchodzą?
No bo jeśli nie idą do nieba,
to przepraszam Cię, Panie Boże,
mnie tam także iść nie potrzeba.

Ja poproszę na inny przystanek
tam gdzie merda stado ogonów.
Zrezygnuję z anielskich chórów
tudzież innych nagród nieboskłonu.

W moim niebie będą miękkie sierści,
nosy, łapy, ogony i kły
W moim niebie będę znowu głaskać
moje wszystkie pożegnane psy…(B. Borzymowska)

Burciu, Kochana Moja Malutka B.

Biegaj szczęśliwa za Tęczowym Mostem…

Jutro, mój Skarbie, napiszę więcej.

(