O wiek się nie pyta?

Kobiet o wiek się nie pyta, wedle zasad savoir – vivre’u. Gdy byłam dzieckiem, kładziono mi do głowy, że w ogóle nie powinno się pytać osób dorosłych, ile mają lat.

Może dlatego (mając powyższe na uwadze) nie lubię, kiedy mnie ktoś pyta o wiek. Jasne, bywają chwile, kiedy takie pytanie jest nieuniknione – jakieś sprawy, jakieś urzędy. Ale generalnie pytanie o to, ile ja mam lat, sprawia, że czuję się niezręcznie.

Jednak… niedawno usłyszałam rozmowę dwóch dorosłych mężczyzn, podczas której jeden drugiego wprost zapytał o wiek.

Faux – pas?

O wiek się nie pyta? W ogóle…?

A. O.

Moje zainteresowania naukowe i zawodowe, to, czym się zajmuję – wielu osobom może wydawać się męskie. Na zajęciach z historii wojskowości podczas studiów byłam jedną z trzech kobiet w grupie ćwiczeniowej. Moja miłość do języka duńskiego – który nie jest miękkim włoskim czy rosyjskim; ma swoją melodię (dla mnie piękną, choć i specyficzną) – również wywołuje u niektórych zaskoczenie. Kilka osób przyznało się, że po lekturze Mrowiska miało mnie za twardą osobę. No, właśnie.

Może dlatego tak chętnie sięgam po poezję Osieckiej – była wrażliwcem, jak i ja. Nieśmiało przemierzającym ten zwariowany świat. Trochę nierozumianym – takie mam wrażenie, czytając Jej utwory lub słuchając ich wykonań. Trochę zagubionym. Często o tym mówiła… pisała…

Nie pojadę do Madrytu w tę niedzielę,
nie wiem nawet, czy wybiorę się za próg,
może drogi swej przebyłam już za wiele
albo może widzę cienie w sercach dróg.

Mam lekkiego hopla na punkcie literackiego języka polskiego – w dzisiejszej literaturze często razi mnie – na przykład – nadużywanie przekleństw (mam wrażenie, że w niektórych przypadkach jest bezcelowe i stanowi chęć popisania się). Język Osieckiej jest… czysty. Choć ma w nim neologizmów – używanych choćby przez Mirona – ani tak cudnych zbitek wyrazów jak u Jeremiego Przybory (kiedy Kalina Jędrusik w piosence ,,O, Romeo!” śpiewała o tym, że ,,może nie ma na klimat nasz palta”, zastanawiałam się, co to jest ten ,,naszpalt”).

Nie pokocham w tym miesiącu ani roku,
może nawet bez miłości minie wiek,
może serce się po prostu lęka tłoku
albo może widzę cienie na dnie rzek.

Ciekawa jestem, jaka Osiecka była jako człowiek – dla swoich najbliższych: jako przyjaciółka, jako matka. Niektórzy wrażliwcy są bardzo, bardzo zamknięci w sobie. Boją się otworzyć, boją się zostać zranieni. ,,Może serce się po prostu lęka tłoku / albo może widzę cienie na dnie rzek”. Nieufność. To jest chyba najlepsze określenie tego, o czym poetka tymi słowami mówi.

Nie sprzedaje się ostatnich samochodów,
jak nie zdradza się ostatnich swoich żon,
lecz kto powie, czy daleko do zachodu
i dla kogo, i dla kogo bije dzwon.

Poza tym – melodie utworów do słów A. O. są cudne. Wyszły spod piór Seweryna Krajewskiego (,,Uciekaj moje serce”,,Kiedy mnie już nie będzie”), Jacka Mikuły (,,Bossanova do poduszki”), Zygmunta Koniecznego (,,Białe zeszyty”).

Achhh, magia A. O. Jak przyjemnie się słucha…!

🙂

Ps. Cytaty pochodzą z piosenki ,,Gdzie są ci chłopcy na świetnych maszynach”.

Wśród kolorowych falban szukasz piór

Mając w głowie piosenkę ,,To nie ptak”, opuszczam Kraków. Utwór Kayah i Bregoviča, obok mojego ukochanego utworu Demarczyk, o którym już pisałam tu tyle razy, chyba już zawsze będzie mi się kojarzył z tym miastem.

Nie pozdrawiam PKP, które zafundowało mi pełną wrażeń podróż w ubiegłym tygodniu, a ponieważ tak się składa, że dziś mam wykupiony bilet na ten sam pociąg tyle, że w odwrotną stronę – jeżeli będzie ona wyglądała tak jak ta piątkowa, to ja to opiszę na tym blogu.

Spektakl, który oglądałam – bardzo śmieszny. Nic tylko współczuć facetowi, który traci jednocześnie żonę i pracę, a na głowie ma skarbówkę.

Prezenty mikołajkowe sobie już sprezentowałam, ha!:) Piszę to pół żartem, pół serio. A tak zupełnie serio: prezentem był bilet do teatru na wspomniany spektakl.

Pracowałam. W Bibliotece Jagiellońskiej. Prace idą do przodu, choć tego, czego szukam – jest znacznie, znacznie mniej niż było.

Ziembę też odwiedziłam. Jakżeby inaczej…? I spotkałam jedną miłą i rudą (rudą zupełnie jak ja!) bywalczynię Rakowic. Wiewiórkę.

Powoli kieruję się ku 100licy.

W styczniu kontynuuję swoje wojaże po teatrach. Wybieram się do Łodzi.

Hello december!

Wczorajsza kwerenda archiwalna dała podpowiedzi: gdzie szukać dalej? W jaki sposób? Do czego zmierzam, co chcę osiągnąć? To właśnie kocham w moim zawodzie: to bycie istnym Sherlockiem Holmesem ❤

Pozdrawiam z Pięknego Miasta Kielc (Kraków już pojutrze) 🙂

Łazi dzisiaj za mną ,,Piątek” Varius Manx. Niemal rok temu pisałam o ,,Piątku”. I o poniedziałku, w który zacznę pisać nowe życie:)

Listopad w duńskiej poezji

Listopadowo. Z tęsknoty za Kopenhagą. Wiersz znaleziony w odmętach neta.

„Rok ma 16 miesięcy”
Rok ma 16 miesięcy. Listopad
grudzień, styczeń, luty, marzec, kwiecień
maj, czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień
październik, listopad, listopad, listopad, listopad.

„Året har 16 måneder”

Året har 16 måneder: November
december, januar, februar, marts, april
maj, juni, juli, august, september
oktober, november, november, november, november.

(H. Nordbrandt, „Håndens skælven i november”, 1986)

Im bliżej

W najbliższym tygodniu wizyta kontrolna. Z tą moją odleżyną, powstałą od magnesu procesora mowy. Sama jestem ciekawa, jak to teraz wygląda. Bo wyglądało okropnie. Im bliżej tej kontroli, tym większa ciekawość.

W środę wizyta w szpitalu. Bezpośrednio z Kajetan pojadę na angielski, choć przypuszczalnie będę mało przytomna… ze zmęczenia. Ono bierze górę po tych wizytach.

Zastanawiam się, jak to się stało, że tak długo nosiłam tak mocny magnes. Pamiętam, dlaczego go zmieniono (aparat spadał i to mnie irytowało), natomiast możliwe, że miało to być rozwiązanie tymczasowe, a ja zapomniałam wymienić go na słabszy. I nosiłam przez ładnych kilka lat. Poniżej – tak wygląda implant. Pisząc o ,,magnesie”, piszę o części składowej procesora mowy (,,sound and speech processor”), a dokładniej – części cewki (,,transmitter”). (Obraz pochodzi stąd.)

W piątek wyjeżdżam na kwerendę archiwalną do Kielc, a w poniedziałek i wtorek pracuję w Krakowie (z którego wracam w następną środę).

Miłego tygodnia życzę.

Artyzm

Z gombrowiczowskiego ,,Ferdydurke” wiemy, że: ,,Dlaczego Słowacki wzbudza w nas zachwyt i miłość? (…) Dlatego,(…) że Słowacki wielkim poetą był!„. A ja doszłam do wniosku, że ,,Białoszewski wielkim artystą był”. Miron. Ten od ,,Chamowa”.

Mironowy ,,Tajny Dziennik” dostałam x lat temu w ramach prezentu, ale dopiero teraz podłapałam jakąś wenę i zaczęłam go czytać. Bądźmy szczerzy: przez całe lata niezbyt się z Mironem kochałam, bo jego filozoficzne wywody mnie nudziły. Z czasem nauczyłam się dostrzegać w nich to, co i mnie trapi. Wrażliwość. Nadwrażliwość. Artyzm.

Nie pretenduję, broń Boże, do miana artystki, ale jakaś nutka tego artyzmu we mnie tkwić musi. Piszę opowiadania. Piszę wiersze. Moja fiksacja na punkcie języka duńskiego też jest w jakiś sposób artystyczna 🙂 A przynajmniej ja tak uważam.

Pióro Mirona jest nie do podrobienia: nie znam drugiego człowieka, który z taką łatwością bawiłby się słowem. Miron. Niepewny cozrobień. Yeń.

,,męczy się człowiek Miron męczy
znów jest zeń słów niepotraf
niepewny cozrobień
yeń

Tak o sobie pisał w ,,Mironczarni”.

Jestem akurat pewnym cozrobieniem. Cozrobniem?

Wracam do pracy.

Miłego dnia!:)