Żółte kalendarze

Napisałabym, że za oknem jest pieknie, ciepło i słonecznie. Napisałabym, że właśnie pomalowałam sobie paznokcie i są teraz czarne. Napisałabym…

Jak napiszę? Kawa się robi. Pralka wstawiona. Chałupa ogarnięta.

Proza życia.

Jesienna proza życia.

Mimo wszystko: czerpię radość z tej jesieni. Z mojej ukochanej pory roku.

Dziewięćdziesiąt i trzy

Urodził się dokładnie dziewięćdziesiąt trzy lata temu. Dziadziuś. Mój Ukochany Dziadziuś. Słowo „Dziadek” w odniesieniu do Niego brzmi jakoś… zbyt twardo. On jest takim Dziadziusiem o jakim pisano w „Dzieciach z Bullerbyn”. Wrażliwym, dobrym Człowiekiem. Kochającym i kochanym.

Ja naprawdę nie potrafię nie płakać, gdy o Nim mówię. Ja naprawdę nie potrafię nie płakać, gdy o Nim piszę. Nie potrafię nie płakać, kiedy myślę o moim „Zawrociu” – rodzinnej wsi Dziadziusia. Dzisiaj się popłakałam, gdy moja „zawrociańska” Rodzina wyjeżdżała.

Bareja by na to nie wpadł!

Jest sobie osiedle. W miejscowości, nazwijmy ją, W. Mieszkańcy owego osiedla są aktywni na jednym z forów internetowych. I ilość hejtu i jadu, jaka czasem pojawia się na tym forum, jest po prostu nieziemska. Ja nie mówię, że ze strony wszystkich. Ale ze strony pewnej liczby osób – na pewno. Osoby obrażane dały w pewnym momencie do zrozumienia, że będą wyciągać konsekwencje prawne. Na osobach, które sieją zamęt – większego wrażenia to chyba nie zrobiło. A ja po raz kolejny zaczęłam się zastanawiać: skąd w ludziach złudna nadzieja na to, że w Internecie są tacy anonimowi? Że ukryją się pod jakimś nickiem i będzie okej? Przecież w Internecie nic nie zginie.

Bareja by tego nie wymyślił…