Burciu moja Malutka…

Kruszynko moja,

wiem, że niektórzy powiedzą: „Ma baba prawie trzydzieści lat i ryczy. Nie wypada”. Wiem, że kiedy dreptałyśmy na nasze wspólne spacery, z pewnością wiele osób patrzyło na mnie jak na wariatkę, bo bez przerwy do Ciebie gadałam.

Kruszynko moja.

Byłaś moim pierwszym prawdziwie własnym psiakiem. Moimi ukochanymi – jak o nich mówiłam – radarami. Moimi najpiękniejszymi kasztanowymi oczami, nakrapianymi łapinkami. I moim ogonem, który zawsze był w ruchu, gdy wstawalam z łóżka, gdy przychodziłam do domu, gdy padało magiczne słowo „spacer”.

Kochałam patrzeć na Twoje szczęście. Bo mam nadzieję, że byłaś szczęśliwa. Ja Ci mogłam dać przede wszystkim całe swoje serce. I robilam, co w mojej mocy, żebyś, moja Maleńka B., czuła moją wielką do Ciebie miłość.

Kiedy widzialam Twoje uśmiechy, Twój brzuszek, który odsłaniałaś całymi dniami wylegując się na pleckach – byłam najszczęśliwszym ludziem świata. Tego samego dnia, w którym zamieszkałyśmy we dwie, spotkał mnie ogromny zaszczyt: podałaś mi, mój Skarbie, łapkę.

Kruszynko moja.

Byłyśmy we dwie. Razem spałyśmy, razem przemierzałyśmy Pruszków i podkowiańskie lasy. Właściwie wszystko (albo prawie wszystko) robiłyśmy razem.

Byłyśmy we dwie do końca. Wczoraj odeszłaś. W moich ramionach. Przytulona. Jeszcze wracałam, biegłam z Tobą na rękach do lecznicy. Jeszcze robiono masaż serca.

Może mi ktoś powie, że nie byłaś rasowa, że byłaś czarnym, malutkim kundelkiem.

Ale dla mnie, Kruszynko, byłaś całym światem…

Barbórka 22. 09. 2018 – 20. 10. 2019

Śpij, moja Kruszynko…

Dokąd idą psy, gdy odchodzą?
No bo jeśli nie idą do nieba,
to przepraszam Cię, Panie Boże,
mnie tam także iść nie potrzeba.

Ja poproszę na inny przystanek
tam gdzie merda stado ogonów.
Zrezygnuję z anielskich chórów
tudzież innych nagród nieboskłonu.

W moim niebie będą miękkie sierści,
nosy, łapy, ogony i kły
W moim niebie będę znowu głaskać
moje wszystkie pożegnane psy…(B. Borzymowska)

Burciu, Kochana Moja Malutka B.

Biegaj szczęśliwa za Tęczowym Mostem…

Jutro, mój Skarbie, napiszę więcej.

(

Miejsce, które polecam: Coffee Mania

Jest takie miejsce…

Jestem kawoszką. Jak na córkę Mecenasa S. przystało (Mecenas kocha espresso i krówki, ale jak krówki, to koniecznie te od Pomorskiego z Milanówka, a espresso takie ukochane… no cóż, tutaj moja wiedza skończyła się na tym z Green Cafe Nero, a i jeżeli lody to dawna Zielona Budka dzierży palmę pierwszeństwa). No więc…

Jestem kawoszką. Dziękować Bogu, na codziennie przebywanej przeze mnie trasie do starej dobrej wukadki, znalazło się miejsce, w którym mogę napić się cudownej, gorącej kawy. A latem też mogę schłodzić się kawą… mrożoną. Najchętniej z syropem o smaku słonego karmelu.

To miejsce to Coffee Mania.

Mega pozytywne miejsce. Stworzone przez mega pozytywnego człowieka. Oprócz kawy, którą byłabym skłonna określić jednym słowem na „z”, ale nie określę, bo to chyba trochę nie wypada – ta przytulna dziupelka (przepraszam, no, ale ona jest taka malutka!) dysponuje przepysznymi kanapkami.

Przy Coffee Manii można mnie spotkać praktycznie codziennie. Pijącą Napój Bogów, czyli kawę lub gawędzącą z baristą.

W Coffee Manii nie serwują chyba gorącego mleka… a może zaczęliby? Bo ten peron, te ławki, ta wukadka – klimat tego miejsca jak najbardziej sprzyja nakręceniu teledysku do piosenki niezrównanej A. O. pod tytułem „Ballada o dziewczynie, co piła gorące mleko”. Możecie przesłuchać jej tutaj.

Żółte kalendarze

Napisałabym, że za oknem jest pieknie, ciepło i słonecznie. Napisałabym, że właśnie pomalowałam sobie paznokcie i są teraz czarne. Napisałabym…

Jak napiszę? Kawa się robi. Pralka wstawiona. Chałupa ogarnięta.

Proza życia.

Jesienna proza życia.

Mimo wszystko: czerpię radość z tej jesieni. Z mojej ukochanej pory roku.

Dziewięćdziesiąt i trzy

Urodził się dokładnie dziewięćdziesiąt trzy lata temu. Dziadziuś. Mój Ukochany Dziadziuś. Słowo „Dziadek” w odniesieniu do Niego brzmi jakoś… zbyt twardo. On jest takim Dziadziusiem o jakim pisano w „Dzieciach z Bullerbyn”. Wrażliwym, dobrym Człowiekiem. Kochającym i kochanym.

Ja naprawdę nie potrafię nie płakać, gdy o Nim mówię. Ja naprawdę nie potrafię nie płakać, gdy o Nim piszę. Nie potrafię nie płakać, kiedy myślę o moim „Zawrociu” – rodzinnej wsi Dziadziusia. Dzisiaj się popłakałam, gdy moja „zawrociańska” Rodzina wyjeżdżała.