Aż do tego

Aż do tego roku kalendarz na rok przyszły kupowałam już w końcu listopada. Ten rok jest inny. Pod wieloma względami. Kalendarza na dwudziesty pierwszy jeszcze nie kupiłam.

Bo żyjemy w tak dziwnym czasie…

Usiłuję się pogłębiać

Zaraza szaleje w najlepsze. I to jest cholernie smutny fakt. Ale fakt. Jako kraj – byliśmy zupełnie nieprzygotowani na obecną, drugą już, falę. Poza tym – za oknem jesień, ale teraz już ta bardziej szara, bardziej mokra, bardziej bura. W ubiegłym roku na ulicach byli ludzie, w sklepach już powoli szykowano się do Bożego Narodzenia. Ten rok jest inny. Jest pod wieloma względami wyjątkowy.

Myślę, że wiele osób – tak jak ja – ucieka w pracę, żeby zająć czymś myśli. A jeśli się pogłębiam, to nie w najtańszy możliwy sposób (najtańszy według ,, Popołudnia”) – a sięgając po książkę. Tak. Nadrabiam zaległości czytelnicze. I tym samym – usiłuję się pogłębiać.

Nie jest łatwo funkcjonować, gdy media nas bombardują informacjami o COVIDzie. Wierzę jednak, że ten wirus wygaśnie. Albo – może zostanie na niego wynaleziona szczepionka.

I on kiedyś pozostanie tylko złym wspomnieniem.

What’s gonna be your first trip after Corona?

Podróże kształcą (podobno), ale teraz podróżować to jednak trochę strach. Nawet taką komunikacją (pod)miejską. I piszę to z zapchanej do granic wytrzymałości wukadki. Wymyśliłam, że uniknę porannego tłoku, jadąc godzinę wcześniej niż jeżdżę zazwyczaj. Cholernie zdziwiona tym zastanym w pociągu tłumem, poskarżyłam się Mecenasowi S. w naszej porannej rozmowie telefonicznej. Zostałam uświadomiona (a w zasadzie: przypomniano mi), że na ósmą też ludzie jeżdżą do pracy.

Także – pierwszy kierunek dziś: praca.

Pierwszy „pokoronny” kierunek podróży? Nie mam ustalonej destynacji. Jest parę miejsc w Polsce do których odwiedzenia zbieram się od paru ładnych lat…

Zejdę z tego trzepaka

Im jestem starsza, tym łatwiej przychodzi mi akceptowanie siebie. Nie przejmuję się brakiem sztucznych rzęs i tym, że muszę wyjść z domu bez makijażu (choć akurat teraz w domu siedzę, bo ciągle mam stan podgorączkowy i jestem po prostu bardzo słaba). Kilka lat temu Ktoś, kto jest mi bardzo bliski (i dziesięć lat ode mnie starszy), powiedział mi:

– Przejdzie Ci latanie w mejkapie. Jak byłam w Twoim wieku, to bez tapety się z domu nie ruszyłam. A teraz wiesz, że mi przeszło?

I ja też już jestem na tym etapie. Tak czuję. Mogę mieć jedynie lekko potuszowane rzęsy, a na paznokciach – odżywkę zamiast zieleni, czerwieni czy czerni.

I może być mi z tym naprawdę nieźle. Zwłaszcza, że w uszach dźwięczy mi tekst do utworu Maryli Rodowicz:

„Z bólu wyrosnę,
z trzepaka zejdę.
Jeszcze się tylko nacieszę we śnie
i wyjdę wcześniej.

Ale nic, ja się jeszcze roztańczę,
ale nic, ja się jeszcze rozkręcę.
Choćby w tańcu tym jak pąk róży
pękło serce, me głupie serce.

Bo gdy nawet ta bladź kostucha
wcześniej zwali mnie z tego trzepaka,
no to cóż, pozostanę na brudno,
na brudno, lecz – z lotu ptaka!

Z bólu wyrosnę,
z trzepaka zejdę.
Jeszcze się tylko nacieszę we śnie
i wyjdę wcześniej”

Zwłaszcza… No właśnie. Tak to już jest z utworami, które gdzieś tam zaczynają za mną łazić. Najpierw teksty, a potem dopiero muzyka (i tak było w tym przypadku). Najczęściej. I to też zaakceptowałam.

Chociaż – akceptacja wygląda też tak. I też jest taka bardzo moja.

To, że mam swój świat – też zaakceptowałam. Choć kiedyś może zejdę z tego trzepaka. I stanę się bardziej przyziemna.

Amstaff

Media żyją sprawą dwunastoletniego chłopca z Podkarpacia, który zmarł po pogryzieniu przez amstaffy. Rozumiem – stała się tragedia. Ale w takich sytuacjach zaczyna się hejt na psy. Nie zawsze może, ale często. Teraz też jest ten hejt. Tyle tylko, że za psy – za ich wychowanie i to, jak się zachowują, jak funkcjonują, odpowiadają WŁAŚCICIELE. Zrozummy to. Pies ma instynkt. Rasy typu amstaff, rottweiler, cane corso – mają bardzo silny instynkt obronny. Odpowiednio poprowadzone, odpowiednio „zadbane” przez swoich „ludziów” naprawdę mogą być najspokojniejsze, najłagodniejsze. Bo okiełznanie psa – to zadanie dla właściciela. Osobiście wychowywałam się z kanapową rottweilerką i bardzo miło wspominam tę psinę, co do ktorej trzeba było tylko pamiętać, by nie podejsc zbyt blisko do jej miski, bo tego nie lubiła. Być może tak było i w przypadku tych amstaffów – może zostały przekroczone pewne ich granice.

– O tej porze to normalne. – Dnia czy roku?

I znów przyszła jesień – moja ulubiona pora roku. Jak na typową Jesienną Dziewczynę przystało – lakier na paznokciach już zdążyłam zamienić na czarny.

Jakby ktoś nie mógł mnie dorwać przez telefon, maila, Messengera – to przepraszam. Wieczorami już muszę odetchnąć. Staram się w miarę możliwości odpisywać, oddzwaniać, ale – do gadania to już jestem… no średnio. Ostatnio stwierdziłam w rozmowie z Kimś, że wieczorem, jak wracam z pracy, to niekiedy naprawdę padam na twarz. W sensie może nie zupełnie dosłownym, ale prawie… Usłyszałam:

– O tej porze to normalne.

Półprzytomnie odpowiedziałam:

– Dnia czy roku?

Tak się ze mną rozmawia wieczorami. Może nie zawsze… ale często.