Przełomowy

Dokladnie rok temu – 21ego grudnia 2017 – odebrałam klucze do mojego em – kwadratu, który finalnie zyskał miano Dziurawego Buta.

To był… niesamowity rok. Pod wieloma względami przełomowy. Tyle się wydarzyło. Wiem, że do Sylwestra jeszcze trochę czasu, ale rocznica odebrania kluczy do pierwszego własnego mieszkania, to jednak… to jednak jest coś.

Spełniłam swoje Największe Marzenie. Całe życie marzyłam, by dać dom Psiakowi, który tak tego domu potrzebował. Psiakowi, którego przeżyć nie życzyłabym nikomu (nawet największemu wrogowi). Dałam dom mojej Pięknej B., mojej Malutkiej B. B. jest czarną niedużą sunią – korpulentną, na krzywych łapkach i z uroczo stojącymi uszami. Bardzo wiele złego zaznała od ludzi. Zanim pod koniec września zamieszkałyśmy razem, przez dwa miesiące się poznawałyśmy – jeździłam do B. co tydzień, zazwyczaj w poniedziałek. O rany, znowu ryczę ze wzruszenia, jak teraz na Nią patrzę – szczęśliwą, bezpieczną, kochaną. Właśnie śpi – łepek położyła na moich kolanach. Jest zmęczona – niedawno wróciłyśmy ze spaceru.

Nie ma już z nami naszego Servisa – odszedł w lutym. Mam oczy w bardzo mokrym miejscu, wiem…

Byłam bliska zamknięcia mrowiska. Żegnałam się.

Pracuję w miejscu, w którym czuję się bardzo dobrze. W miejscu, w którym się odnalazłam. Wśród ludzi, których lubię. Robię to, co sprawia mi przyjemność.

Tatuaż zrobiony w styczniu – wyjątkowy – jak cały ten rok.

W tym roku Wigilia w Dziurawym Bucie. Pod okiem Dona Corleone, a jakże 🙂

,, W dziurawym bucie mieszka mysz, nieźle go nawet urządziła…

Wasza

Mrówka (albo Mysz – jak kto woli :))

#TheGodfatherThemeWaltz

Śniadanie pod czujnym okiem Dona Corleone – tego mi było trzeba! Przyznaję się bez bicia: mam dziś jakiś przedświąteczny kryzys i nic mi się nie chce. No, ale – życie życiem jest i do miasta wyjść muszę. Ogarnąć banki, dworce PKP (tak, tak, bilety na wyjazd!), a na 18 zdążyć na Wigilię do moich Wiewiór, do miejsca, które po dziś dzień jest moim drugim domem; do miejsca, w którym poznałam Ziembusię (i znów się rozklejam, kiedy o Niej myślę…).

Na spacer wyjdę z psem… Na spacer wyjdę z Moją B.

A Don Corleone poczeka na nas w Dziurawym Bucie.

The Godfather Theme Waltz 😉

Jak płaszcz nieprzemakalny

(…) Jej doskonały egocentryzm, jak płaszcz nieprzemakalny”.

(A. Kowalska, Pestka)

Staram się być empatyczna. Nie egocentryczna. Nie egoistyczna. Jednak jest coś, co mnie boli. Jak to jest, że dzisiaj praktycznie co drugi uczeń ma opinię z poradni? I to od najwcześniejszych lat swojej edukacji? Z czego duża część to jakieś dysleksje / dysgrafie / dyskalkulie? Uważam, że ma prawo mnie boleć. Bo ode mnie – z poważnymi problemami zdrowotnymi – wymagano często więcej niż od innych. W swoją edukację włożyłam i wkładam nadal masę roboty. Problemy z językami obcymi przezwyciężałam krok po kroku (wpis sprzed dwóch lat). Najwyżej miałam wydłużony czas pracy. Zwolniono mnie jedynie z rozumienia ze słuchu. O resztę sama niejednokrotnie musiałam wręcz walczyć. I walczyłam. Nie dostawałam na tacy. To jednak mnie trochę zahartowało.

Ulżyło. Zgrywam twardzielkę (niestety!), ale czasami i ze mnie musi coś „spłynąć”.

Narysuj, proszę, drzewo owocowe

Od 5. 15 na nogach. Podyplomówka. Teraz odpoczywam. Wyżywam się. Artystycznie. Rysuję.

Rysuję, pierwszy raz od dawna, bo talentu do rysunku mi akurat Bozia poskąpiła. Rzadko ostatnio bywam w Warszawie. Jeżeli już jestem – chłonę miasto.

Za kilka tygodni moje mrowisko będzie obchodziło trzylecie swojego istnienia. Jejku, ale zleciało… Dwa dni temu znów chodził za mną tekst bardzo związany z tym blogiem – wnikliwi czytelnicy mrowiska z pewnością domyślą się, o jaki chodzi.

Landrynek przechowują stos

Boli serce, gdy widzę starsze, samotne osoby. Często egzystujące w fatalnych warunkach – mieszkaniowych, ale nie tylko. Ja wiem, ktoś mi znowu powie, że jestem przewrażliwiona. I że może niepotrzebnie o tym tutaj piszę. Tylko, że… ja – nie potrafię nie zwrócić na to uwagi. Starszy, osłabiony, dziewięćdziesiecioletni człowiek – sam w mieszkaniu. Właściwie pozbawiony pomocy, bez opieki. Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?

Ojej, znów mam w głowie tekst piosenki, który już tu był kiedyś, na blogu. Ale – tak samo, jak wtedy – ciekną mi łzy. Ciurkiem.

,Spóźnili się na pociąg świata,

odtąd czekają.

Jak z bicza trzasł przemknęły lata –

czas w miejscu stanął.

W gazetach krzyży rośnie rząd

nad kolegami,

przed wojną to w szwach pękał dom,

a teraz sami.

Landrynek przechowują stos

w starym bufecie,

opowiadają wszystkim wkrąg

o dobrych dzieciach.

Tyle by mieli przecież im

do pomilczenia,

a w głowie nie postanie myśl,

że czas to pieniądz.

Daremnie wzrok wbijają w drzwi,

tuląc w objęciach

tych, co znów nie zdążyli przyjść –

wnuki na zdjęciach.

Gdy wreszcie w pustych stanie dzrzwiach

zła Czarna Pani,

to poczęstują, żaden strach,

ją landrynkami.

Wtedy zatrzyma Was na chwilę

śmierć tych, co byli Waszym życiem,

czas chciał, więc muszą zostać w tyle –

odżałowani pracowicie.

Potem wrócicie do swych zajęć,

zajęci czasem, a czas Wami,

dopóty czas jest Wasz, dopóki

nie zostaniemy wreszcie sami.

Dopóty czas jest Wasz, dopóki

nie zostaniemy wreszcie sami

smutno czekając na swe wnuki

wraz z niechcianymi landrynkami.”

Landrynkami. Takimi, jak na zdjęciu.

Nie zgadzam się na hejt

Wczoraj odeszła Jolanta Szczypińska. Posłanka Prawa i Sprawiedliwości. Politycznie – zupełnie nie moja bajka. Ale nie mogę zgodzić się na hejt, który się wylał.

Ludzie, błagam! Wobec śmierci wszyscy jesteśmy równi. Pisanie, że: „jednego pisiora mniej” jest absolutnie nie na miejscu. Jest brakiem szacunku dla Osoby zmarłej. Kiedy dwa i pół roku temu zmarł Artur Górski (również związany z PiS – em) i również pojawił się potężny hejt, przeciwstawiałam się mu na swoim Facebooku (na moim koncie prywatnym). Nie rozumiem, jak można upaść do poziomu ludzi, którzy nie potrafią uszanować uczuć osieroconych Rodzin, opuszczonych Przyjaciół…? Apeluję: niech w takich sytuacjach patrzmy na ludzi, a nie na – mniejszych lub większych – przeciwników politycznych.

Miłość i inne przekleństwa

Lubuję się w ckliwych romansidłach. To znaczy: ostatnimi czasy lubuję się w ckliwych romansidłach. Są idealne na takie zupełne odmożdżenie (zwłaszcza przy tak podniesionym ciśnieniu, jak moje dziś)! Lecą ukochane stare kawałki, a ja – zalewając się łzami – palę świeczki i czytam jakiś polski odpowiednik Danielle Steel. I niczego więcej przed weekendem do szczęścia nie potrzebuję!