Jeg prøver at forstå

Kontynuuję naukę duńskiego – wiem, może to i nudne, że na okrągło piszę o tym cudownym języku… dla mnie cudownym; znam osoby, które słysząc, że się go uczę, patrzyły na mnie jak na UFO. 

Uparłam się, że duński opanuję, nawet, jeśli miałyby to być podstawy podstaw. Uczę się już ponad rok i wprawdzie nie odważę się mówić (jeszcze), ale czasami coś czytam 🙂 jeg prøver at forstå migselv… próbuję zrozumieć samą siebie 🙂 

Próbuję, bo dla mnie to też lekcja takiej… samodyscypliny. Uczęszczałam na kurs (i możliwe, że w przyszłości też będę uczęszczać), ale w dużej mierze jestem (i chyba pozostanę) samoukiem. Pisałam już o moich ,,lingwistycznych” przygodach. Nie chciałabym zostać ogłoszona samochwałą, ale myślę, że przynajmniej w kwestii języków udało mi się cosik osiągnąć – całkiem sporo jak na kogoś, kto nie słyszy. 

Blogi o Erasmusie 

W moim życiu Erasmus bardzo wiele zmienił, tak więc myślę, że decyzja o wyjechaniu okazała się być słuszna (co nie oznacza jednakże, że – obok wzlotów – nie zaliczyłam też upadków). Niniejszy blog powstał tuż przed wyjazdem do Danii i w pierwotnym założeniu miał się ograniczać właściwie do pobytu na Eramusie. Dania nie jest Bóg wie jak popularnym miejscem wśród ,,eramusowców” z Polski (niemałą rolę odgrywają tu – na przykład – ceny, o których wysokości przekonałam się baaardzo szybko), tak więc strona www.hakaessite.wordpress.com powstała przede wszystkim z myślą o nich, by mieli skąd czerpać podstawową choćby wiedzę. 

Wybierając się na Erasmusa, warto zajrzeć na blogi osób, które na nim były. Dlatego też poniżej podaję linki do niektórych z nich. 

Powtarzałam niejednokrotnie, powtórzę raz jeszcze:

Try&enjoy!:)

Języki w Danii

Zostało już na blogu wspomniane, że w Danii dogadasz się po angielsku. Fakt, Duńczycy są anglojęzyczni. Mój niemiecki po prawie sześciu latach od matury ogranicza się w tym momencie do trzech podstawowych wyrażeń („Ja”, „Nein”, „Hände hoch”), tak więc raczej wolałam nie chwalić się znajomością języka Goethego (albo jej brakiem) – aczkolwiek żałowałam, będąc w Kopenhadze, że zaniedbałam ten język, bo myślę, że byłby przydatny. Póki co – namiętnie piłuję, wałkuję, wkuwam (jak zwał, tak zwał) duński. Poniżej – link do strony szkoły językowej, którą polecam osobom będącym w København, a chcącym zacząć się uczyć.

Københavns Sprogcenter

Ja dziś – warszawska, że tak powiem:

Studencko

Wspomagając się kawą – zasiadłam do pracy. Do egzaminu bliżej już niż dalej, a wręcz tak bardzo blisko, że grzechem byłoby nie przysiąść. Dziś przez trzy czwarte dnia jak nie lało, to przynajmniej padało; próbowałam wyjść na spacer i szybko zawróciłam do domu. Mam nadzieję tej nocy napisać wstęp do mojej pracy  – oczywiście, najpierw muszę dokończyć lekturę mojej coursebook (czytanej po raz nie wiem, który). Mam nadzieję zdać ten egzamin, bo nie ukrywam, że jestem naprawdę u kresu sił – psychicznych (przede wszystkim!), fizycznych i w zasadzie wszystkich istniejących. Muszę jeszcze dokonać wszelkich niezbędnych formalności związanych z wyjazdem. I oddać prace zaliczeniowe, które mi zostały. Ale na razie egzamin jest absolutnie najważniejszy!

Nie pamiętam już, czy o tym wspominałam, ale jest jeszcze jedna raczej istotna sprawa odnośnie Erasmusa w Kopenhadze. Chodzi o coursebooks (czyli podręczniki). Wiem, że niektórzy moi znajomi na będąc wymianie dostawali kserówki od wykładowców i z nich przygotowywali się na zajęcia. W Kopenhadze raczej studentów proszono o kupno podręczników. Jak również zdarzały się kompendia z niektórymi tekstami na zajęcia; kupowało się je w wydziałowym punkcie ksero – przynajmniej w moim przypadku. Kserówki czasami dosyłano mailem, owszem, ale stanowiły one najczęściej dodatek do coursebooks i kompendium (były to artykuły etc.). Ja na podręcznik i kompendium wydałam łącznie około dwustu pięćdziesięciu polskich złotych. Książki w Danii są generalnie śmiertelnie drogie…

I jedna dobra wiadomość.

Łączność telefoniczną ze światem chyba już powoli odzyskuję, to znaczy w miejsce HTC dziarsko wkroczył Huawei. W zasadzie nigdy dotąd nie miałam jakoś szczególnie do czynienia z tą firmą i w sumie niewiele opinii na jej temat słyszałam (z HTC byłam bardzo zadowolona, telefon dobrze się sprawował – nie bardzo wiem, jak to się stało, że siadło to gniazdko karty SIM). HTC popsuł mi się na wyjeździe – to znaczy w mojej pięknej København. Liczę (bardzo po cichu), że Huawei wytrzyma ze mną całe przepisowe dwa lata, a nie zepsuje się po roku.

Po warszawsku

Wczoraj Polskę odwiedziła Clare – moja koleżanka z Erasmusa. Tak więc – cały dzień byłam zajęta, byłam ‚warszawska’, że tak się wyrażę. Oprowadziłam mojego gościa po Starym i Nowym Mieście, Krakowskim Przedmieściu, Nowym Świecie, kampusie Uniwersytetu Warszawskiego, Ogrodzie Saskim… Clare miała okazję zobaczyć budynki Akademii Sztuk Pięknych (wprawdzie z daleka, ale zawsze…), Akademii Teatralnej, Sądu Najwyższego. Umówiłyśmy się, że kiedy następnym razem odwiedzi nasz kraj – pooprowadzam ją po muzeach.

W zasadzie wszystko, co pokazywałam Clare – było dla niej cool względnie great. Była oczarowana Warszawą – a ja cieszyłam się, że mogę jej pokazać moje rodzinne miasto.

 

 

Wieczór – spędziłam w bardzo miłym towarzystwie (dziękuję, dziewczyny!) w bardzo miłym miejscu.

 

 

WP_000006

Podsumowując…

Jestem w Polsce od kilku dni. Myślę, że nadszedł czas, bym podsumowała moje kopenhaskie pół roku.

1. Czy było warto?

Było warto. Naprawdę było warto! Jedyne, co źle zrobiłam – moim zdaniem – to wybór tego a nie innego akademika, zainteresowanych szczegółami odsyłam do postów:

SYF zwany AKADEMIKIEM

Czasem i dół się zdarza (tutaj trochę zdjęć tego construction site)

Tyle słońca w Kopenhadze (zdjęcia)

Dwudniowa rozrywka – made by akademik

2. Kopenhaga – jaka jest?

Niewątpliwie – piękne miasto. Myślę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie – są i muzea, i parki, i plaże. Jest zarowerzona względnie zarowerowana (wiem! neologizmy, neologizmy i jeszcze raz: neologizmy!) – rowery są w tym przypadku zdecydowanie najlepszym środkiem lokomocji.

Bicykle w pięknej Kobenhavn

Poniżej – linki do postów mogących być postami przydatnymi podczas planowania podróży do Kobenhavn / pobytu w Kobenhavn.

Parę rad – mniej lub bardziej przydatnych

Kobenhavn po zmroku

3. Kopenhaga na Erasmusa?

Jak najbardziej! Jest tym fajniej, że wiele można zyskać, studiując na Kobenhavns Universitet – mówię w tym momencie o wiedzy. Wykładowcy nie spławiają Cię, chętnie Cię przyjmą, pomogą, wyjaśnią, wytłumaczą, a zajęcia – mimo iż niełatwe i pracochłonne – są wciągające. Podkreślam – pracochłonne! TO NIE SĄ PÓŁROCZNE WAKACJE!

Więcej:

Czy Erasmus to impreza?

Polecam…

spróbować. 

zasmakować.

.w.

.Kopenhadze.

Try&enjoy! 🙂

20160702_165645

 

 

Po raz ostatni :(

‚A ja gonię, a ja gonię

swe marzenia.

Szczęścia szukam, 

gdzie kaczeńce 

i gdzie wrzos…’

Kaczeńców i wrzosu wprawdzie w Kobenhavn nie udało mi się spotkać… ale przeżyłam – mimo wzlotów i upadków, mimo wylewanych czasem łez i złego humoru – cudowne pięć miesięcy.

Zawarte znajomości.

Poznanie miasta.

Szkolenie języków.

Wilno – dotychczas ukochane – ustąpiło pierwszeństwa Kopenhadze.

Do widzenia, moja piękna Kobenhavn…

Dogoniłam – choć w jakimś stopniu – swe marzenia.

 

Bo…

‚Trzeba gonić, trzeba gonić 

swe marzenia.

A nie czekać, 

ile trosk przyniesie los.’

Kobenhavn po zmroku

Kopenhaga jest miastem wprawdzie uznawanym za jedno z najbezpieczniejszych miast przynajmniej Europy, jeśli nie świata, niemniej jednak sugeruję przeczytać tego posta – zwłaszcza kobietom – będącym – jak ja – tutaj same.

1. Natrętni bezdomni – niestety, bezdomnych ci tu od cholery i nieraz już o tym pisałam. Szczególnie w takich rejonach jak Stroget czy dworzec główny. Niektórzy bywają potwornie namolni. Nieraz takiego spławiałam w samym centrum miasta, aczkolwiek taka sytuacja, kiedy już naprawdę chciałam brać nogi za pas i wiać gdzie pieprz rośnie, miała miejsce idealnie pod stacją Oresund, czyli już na Amager, blisko mojej ulicy Krimsvej. Było to w jeden z późnolutowych względnie wczesnomarcowych wieczorów – wracałam z centrum, podszedł do taki jeden menel i zacząć do mnie gadać. Wolałam zwiewać niż wdawać się w dyskusję.

2. Wybór trasy spaceru – zasadniczo większość ulic jest nieźle oświetlona, ale mimo wszystko, wiedząc, że będę wracać późno, wybierałam dłuższą, ale lepiej oświetloną i właściwie zawsze pełną ludzi Amagerbrogade niż trasę Sundholmsvej – Englandsvej – krótszą, ale zazwyczaj o późniejszych godzinach – pustawą.

UWAGA: na Sundholmsvej (a więc bardzo blisko mojej uczelni) mieści się – że tak powiem – ‚pośredniak’, czyli Job Center. Przed owym ‚pośredniakiem’ zazwyczaj przesiaduje takie towarzystwo, że daj Panie Boże. Cuchnie na sto kilometrów i bywa, że jego upierdliwość jest po prostu nieziemska. Tym usilniej sugeruję omijać Sundholmsvej po zmroku!

3. Norrebro – ja osobiście polubiłam tę dzielnicę, ale należy pamiętać, że jest to dzielnica bardzo multi – kulti. Sławetny półgodzinny powrót z Mentor – Mentees Orientation Dinner (który opisywałam w jednym z postów niniejszego bloga – Mentor – Mentees Orientation Dinner 🙂 ) zaliczyłam właśnie na Norrebro i – jakkolwiek nigdy nie należałam do osób przesadnie odważnych – dziś dochodzę do wniosku, że wykazałam się dużą odwagą.

4. Christiania – ja wiem, że jest bardzo popularna wśród turystów, ale od czasu do czasu dochodzi na niej do zamieszek, przy czym ostatnie miały miejsce jakiś tydzień temu – na Christianię co i rusz sunęły radiowozy, widywałam też całe kolumny aut oddziałów prewencji. Już za dnia jest tam… hmmm… specyficznie. Wieczorem nigdy w życiu bym tam nie poszła.

Proponuję zapamiętać powyższe – być może unikniemy nieprzyjemnych sytuacji.

 

 

Ta ostatnia niedziela. Piknik :)

‚Ta ostatnia niedziela.

Dzisiaj się rozstaniemy…’

Zaczęłam wielkie pakowanie mojego ubogiego studenckiego dobytku. Ale nie to jest najważniejsze… Najważniejsze jest to, że dziś pożegnałam się z Sarą i Mette – moimi dwiema cudownymi mentorkami ❤ Urządziłyśmy sobie piknik w Ogrodach Królewskich (przylegających do pałacu Rosenborg) – których duńska nazwa brzmi Kongens Have.

Nie mogłyśmy się nagadać! Gadałyśmy o wszystkim, dosłownie o wszystkim ❤ było cudownie!

20160626_164151

Kongens Have jest piękny. Drzewa przypominały mi trochę berlińską Unter den Linden 🙂

20160626_145601

Tak wyglądały nasze wiktuały 🙂

20160626_151316

A tu kilka zdjęć z Kongens Have.

I trochę zdjęć już z powrotu na Ama.

Dobra, teraz zabieram się za dalsze pakowanie.

Będę tęsknić ❤

Copenhagen, I will miss You! ❤

Ny Carlsberg Vej i browar Carlsberga

20160625_160215

Zjadłszy w Kosta Kaffe na Amagerbrogade ciasto marchewkowe (uznawane za najlepsze w mojej cudnej Kobenhavn), stwierdziłam, że pojadę do browaru Carlsberga, żeby zobaczyć, przynajmniej, gdzie to jest. Więc ruszyłam w stronę Vesterbro.

Z Vesterbrogade skręciłam na Enghavevej i – już z daleka – rzucił mi się w oczy taki oto napis.

20160625_161923

20160625_164431

Pozory mylą – to nie jest browar. Jeszcze…

Minąwszy Enghave Plads i takie oto ładne budynki…

…dojechałam na Ny Carlsberg Vej.

20160625_163105

I z daleka zobaczyłam imperium Carlsberga. Było dość ciemno, a ja robiłam zdjęcia tabletem i nic lepszego ponad to, co znajduje się poniżej, nie udało mi się zrobić.

Stwierdziwszy: ‚Dobra, byłam, widziałam!’, ruszyłam niezawodnym Myszorem w drogę powrotną.

Kościół na powyższych zdjęciach to Christ Church.

Hiciory na dziś:

20160625_165820

(W Danii wszystko jest królewskie. Łącznie z piwem.)

20160625_162316

(Moja ulubiona ostatnio reklama: Słońce, lato i duńska śmietana ❤ )

A teraz słucham poniższej piosenki. Wybitnie dla dzieci – jak na przykład moja ulubiona Laleczka z saskiej porcelany – ale ja ją naprawdę polubiłam. Może dlatego, że ciągle czuję się trochę dzieckiem…

Den lille Ole med paraplyen
ham kender alle småfolk i byen
hver lille pige, hver lille dreng
han gjenner skælmsk i sin lille seng.

Dog vil han først paraplyen brede
og uskylds hygge om lejet sprede
så vil i drømme den lille fyr
fortælle dejlige eventyr.

Han kan fortælle om stjerner klare,
om himlens hellige engleskare
og om den yndige, milde fe,
som alle børn vil så gerne se.

Og har om dagen de artig været
og kærligt fader og moder æret,
da kan så glade til sengs de gå
og drømme sødt om Guds engle små.