Przygoda życia

Jak ja ,,lubię” pytanie: ,,Bawisz się jeszcze w harcerstwo? W Twoim wieku?”. Odpowiadam: ,,A co ma wiek do rzeczy? Harcerstwo to przygoda życia”. Harcerstwo, historia ruchu skautowego – jest moją pasją, ściśle łączy się z tym, czym zajmuję się zawodowo, bo – uściślając: jestem historykiem II wojny światowej, z naciskiem na działalność Szarych Szeregów w czasie Powstania Warszawskiego.

Od kilku lat moja działalność harcerska – przez lata związana ze Związkiem Harcerstwa Rzeczypospolitej – skupia się wokół warszawskiego Muzeum Harcerstwa, a już najbardziej uściślając: wokół Archiwum wchodzącego w skład tego Muzeum. Łączę swoje zainteresowania naukowe z pracą archiwisty. I na odwrót: łączę pracę archiwisty z zainteresowaniami naukowymi. Realizuję się, rozwijam się. I jestem w świetnym Miejscu, wśród ciepłych i kochanych Ludzi.

Harcerzem jest się całe życie – tak uważam. Harcerstwo – to zbiór wartości. Harcerstwo – to braterstwo, to wzajemny szacunek. I naprawdę niezapomniane chwile.

13ego grudnia roku pamiętnego

Trzynastego grudnia 1981 znam tylko z przekazów – urodziłam się po ’89 roku. Dzisiaj mamy trzydziestą szóstą rocznicę. Dzisiaj – demokracja w Polsce daleka jest od… demokracji.

Szlag mnie trafił. Staram się nie wchodzić w politykę, wychodząc z założenia, że każdy ma prawo do swoich własnych poglądów; szanując te poglądy nie chcę się wdawać w polityczną pyskówkę. Lecz dziś i ja muszę zabrać głos. Nie daje mi spokoju to, co widzę dookoła.

Dzisiaj demokracja w Polsce jest niszczona. Najpierw się zabrali za Trybunał, potem za KRS. A w międzyczasie grzebali kobietom w narządach rodnych. (Jeśli pomyliłam kolejność, to proszę wybaczyć.) Teraz nałożyli karę na TVN. Za co? A no za to, że TVN pokazuje to, co się naprawdę dzieje za naszymi oknami. Czyli ewidentne łamanie prawa.

Granie na emocjach. Miesięcznice. To jest znęcanie się nad emocjami Rodzin, których Bliscy zginęli w Smoleńsku. Szarganie pamięci tych Zmarłych. Miesięcznice wyglądają tak, jak pisałam we wrześniu:

Muszę to opisać, bo mój wk*rw sięgnął zenitu. I muszę to z siebie wyrzucić. Unikam na fb takich postów, ale…

Krakowskie Przedmieście. Wczoraj. Wszędzie blokady z powodu miesięcznicy. Idąc do kościoła świętej Anny (rodzinna coroczna msza rocznicowa), dowiadujemy się, że, aby przejść z ulicy Miodowej – musimy pokonywać trasę: Miodowa przy Krakowskim (dokładnie vis a vis kościoła), schody ruchome, potem dołem i… po schodach. Z przerażeniem patrzę na mojego 91 – letniego Dziadka – ciężko mu iść taki kawał, porusza się z trudem, wejście na górę z trasy W – Z jest dla Niego straszne. Pod kościołem policja – dalej nie wpuszczają. ,,Czekamy na rozkaz” – słyszymy. Zbiera się tłum ludzi. Tłumaczymy, że zbliża się 21.00, że idziemy na mszę. Czekają na rozkaz. Przychodzi ksiądz, tłumaczy im, żeby nas wpuścili do świątyni. Nie ma mowy, nie wpuszczą. Ludzie się burzą, padają słowa: ,,Zabraniacie nam praktyk religijnych, utrudniając dostęp do kościoła”. Niektórzy nagrywają telefonami. Mój Dziadek – człowiek, którzy przeżył II wojnę światową, człowiek który przeżył PRL, człowiek, który przeżył straszną życiową tragedię – się włącza w dyskusję, widzę, jak ciężko mu stać, On zresztą sam tłumaczy to policjantom….

Wpuścili nas – po 40 minutach stania. Bo wtedy dostali rozkaz.

Gdzie tu logika? Jak napisałam – unikam na swojej tablicy postów o charakterze politycznym – szanuję poglądy innych ludzi. Ale..

widok ludzi, których nie wpuszczano do kościoła,

widok 91 – letniego Dziadka, dla którego stanie przez te 40 minut było udręką. Jakże upokarzające musiało być dla Niego przekonywanie funkcjonariuszy, jak bardzo jest Mu ciężko!

widok księdza, którego słowa nie trafiały do policjantów…

to wszystko było ponad moje siły.

Zablokują mi tego bloga. Przecież piszę to, co jest niepopularne, bo szkodzi ich wizerunkowi. Trudno. Niech sobie blokują. Ja poglądów nie zmienię. Nikt nie podzielił tego społeczeństwa tak jak oni. Nikt. Całe rodziny ze sobą nie rozmawiają… ze względów politycznych.

Znów tak jak dziesiątego września pod świętą Anną – płaczę. Ze zwyczajnej ludzkiej bezsilności.

Poniżej – słynne zdjęcie zrobione przez Chrisa Niedenthala.

Ludzie listy piszą

Kartki świąteczne właściwie. W tym roku to ja wzięłam na siebie pisanie życzeń – Dziadziuś narzeka, że trudno Mu to robić; że Jego palce nie są już tak sprawne.

Bardzo miła tradycja – w szczególności dzisiaj, gdy żyjemy w dobie smartfonów i Facebooka. Napisać kilka ciepłych słów, szczerych, od serca, sprawić tym komuś przyjemność… dlatego z przyjemnością dzisiaj wysłałam już pierwszą partię kartek. I zabieram się za wypisywanie drugiej.

Mój duński, niestety, leży od kilku dni odłogiem – musiałam się skupić na obowiązkach. A poniżej – przedświątecznie – jedna z moich ulubionych wersji ,,Cichej nocy”. Nie duńska, nie. Szwedzka.

Sanna Nielsen ,,Stilla Natt”

O wiek się nie pyta?

Kobiet o wiek się nie pyta, wedle zasad savoir – vivre’u. Gdy byłam dzieckiem, kładziono mi do głowy, że w ogóle nie powinno się pytać osób dorosłych, ile mają lat.

Może dlatego (mając powyższe na uwadze) nie lubię, kiedy mnie ktoś pyta o wiek. Jasne, bywają chwile, kiedy takie pytanie jest nieuniknione – jakieś sprawy, jakieś urzędy. Ale generalnie pytanie o to, ile ja mam lat, sprawia, że czuję się niezręcznie.

Jednak… niedawno usłyszałam rozmowę dwóch dorosłych mężczyzn, podczas której jeden drugiego wprost zapytał o wiek.

Faux – pas?

O wiek się nie pyta? W ogóle…?

A. O.

Moje zainteresowania naukowe i zawodowe, to, czym się zajmuję – wielu osobom może wydawać się męskie. Na zajęciach z historii wojskowości podczas studiów byłam jedną z trzech kobiet w grupie ćwiczeniowej. Moja miłość do języka duńskiego – który nie jest miękkim włoskim czy rosyjskim; ma swoją melodię (dla mnie piękną, choć i specyficzną) – również wywołuje u niektórych zaskoczenie. Kilka osób przyznało się, że po lekturze Mrowiska miało mnie za twardą osobę. No, właśnie.

Może dlatego tak chętnie sięgam po poezję Osieckiej – była wrażliwcem, jak i ja. Nieśmiało przemierzającym ten zwariowany świat. Trochę nierozumianym – takie mam wrażenie, czytając Jej utwory lub słuchając ich wykonań. Trochę zagubionym. Często o tym mówiła… pisała…

Nie pojadę do Madrytu w tę niedzielę,
nie wiem nawet, czy wybiorę się za próg,
może drogi swej przebyłam już za wiele
albo może widzę cienie w sercach dróg.

Mam lekkiego hopla na punkcie literackiego języka polskiego – w dzisiejszej literaturze często razi mnie – na przykład – nadużywanie przekleństw (mam wrażenie, że w niektórych przypadkach jest bezcelowe i stanowi chęć popisania się). Język Osieckiej jest… czysty. Choć ma w nim neologizmów – używanych choćby przez Mirona – ani tak cudnych zbitek wyrazów jak u Jeremiego Przybory (kiedy Kalina Jędrusik w piosence ,,O, Romeo!” śpiewała o tym, że ,,może nie ma na klimat nasz palta”, zastanawiałam się, co to jest ten ,,naszpalt”).

Nie pokocham w tym miesiącu ani roku,
może nawet bez miłości minie wiek,
może serce się po prostu lęka tłoku
albo może widzę cienie na dnie rzek.

Ciekawa jestem, jaka Osiecka była jako człowiek – dla swoich najbliższych: jako przyjaciółka, jako matka. Niektórzy wrażliwcy są bardzo, bardzo zamknięci w sobie. Boją się otworzyć, boją się zostać zranieni. ,,Może serce się po prostu lęka tłoku / albo może widzę cienie na dnie rzek”. Nieufność. To jest chyba najlepsze określenie tego, o czym poetka tymi słowami mówi.

Nie sprzedaje się ostatnich samochodów,
jak nie zdradza się ostatnich swoich żon,
lecz kto powie, czy daleko do zachodu
i dla kogo, i dla kogo bije dzwon.

Poza tym – melodie utworów do słów A. O. są cudne. Wyszły spod piór Seweryna Krajewskiego (,,Uciekaj moje serce”,,Kiedy mnie już nie będzie”), Jacka Mikuły (,,Bossanova do poduszki”), Zygmunta Koniecznego (,,Białe zeszyty”).

Achhh, magia A. O. Jak przyjemnie się słucha…!

🙂

Ps. Cytaty pochodzą z piosenki ,,Gdzie są ci chłopcy na świetnych maszynach”.

Wśród kolorowych falban szukasz piór

Mając w głowie piosenkę ,,To nie ptak”, opuszczam Kraków. Utwór Kayah i Bregoviča, obok mojego ukochanego utworu Demarczyk, o którym już pisałam tu tyle razy, chyba już zawsze będzie mi się kojarzył z tym miastem.

Nie pozdrawiam PKP, które zafundowało mi pełną wrażeń podróż w ubiegłym tygodniu, a ponieważ tak się składa, że dziś mam wykupiony bilet na ten sam pociąg tyle, że w odwrotną stronę – jeżeli będzie ona wyglądała tak jak ta piątkowa, to ja to opiszę na tym blogu.

Spektakl, który oglądałam – bardzo śmieszny. Nic tylko współczuć facetowi, który traci jednocześnie żonę i pracę, a na głowie ma skarbówkę.

Prezenty mikołajkowe sobie już sprezentowałam, ha!:) Piszę to pół żartem, pół serio. A tak zupełnie serio: prezentem był bilet do teatru na wspomniany spektakl.

Pracowałam. W Bibliotece Jagiellońskiej. Prace idą do przodu, choć tego, czego szukam – jest znacznie, znacznie mniej niż było.

Ziembę też odwiedziłam. Jakżeby inaczej…? I spotkałam jedną miłą i rudą (rudą zupełnie jak ja!) bywalczynię Rakowic. Wiewiórkę.

Powoli kieruję się ku 100licy.

W styczniu kontynuuję swoje wojaże po teatrach. Wybieram się do Łodzi.

Hello december!

Wczorajsza kwerenda archiwalna dała podpowiedzi: gdzie szukać dalej? W jaki sposób? Do czego zmierzam, co chcę osiągnąć? To właśnie kocham w moim zawodzie: to bycie istnym Sherlockiem Holmesem ❤

Pozdrawiam z Pięknego Miasta Kielc (Kraków już pojutrze) 🙂

Łazi dzisiaj za mną ,,Piątek” Varius Manx. Niemal rok temu pisałam o ,,Piątku”. I o poniedziałku, w który zacznę pisać nowe życie:)