Kategoria: Trochę ,prywaty’
Tak codziennie
Maria… ach, ta Maria!
,,Maria Stuart”. Teatr Ateneum. Tak upłynął dzisiejszy wieczór. Mroźny, zimny, bo styczniowy. W samej sali też za ciepło nie było i teraz charczę niczym gruźlik. Świetny spektakl, bardzo dobre aktorstwo, ładna scenografia. Okazuje się, że mieliśmy szczęście. Dzisiaj grano go po raz przedostatni. Ostatni będzie miał miejsce jutro.
I tylko Marii Stuart żal…
Ja, Olga…
Studium psychologiczne. Swoiste studium psychologiczne. To nie tylko opowieść o dwudziestokilkuletniej dziewczynie, która wjechała ciężarówką marki Praha w grupę ludzi, stojących na przystanku; dziewczynie, która uczyniła to z premedytacją.
To film o osobie z ewidentnymi zaburzeniami psychiatrycznymi. Emocjonalnymi. Obwiniającej cały otaczający świat o zostanie przezeń odrzuconą. Szukającej zemsty.
To film niepokojący. Utrzymany w czarno – białej tonacji. Właściwie… film tworzą klatki. Z reguły niedługie sceny. To tylko – u mnie przynajmniej – wzmagało poczucie niepokoju.
Oszczędny jest dźwięk. Tworzą go krople deszczu, jakiś szum czy warkot samochodu.
Niezłe jest aktorstwo. Nie przepadam za Michaliną Olszańską, ale w roli głównej wypadła przekonywująco.
Olga Hepnarová czynu, który został wyżej opisany – dokonała w 1973 roku.
Wyrok śmierci przez powieszenie wykonany został w praskim więzieniu Pankrac.
Szczęście! Trwaj dłużej niż chwilę!
Mogę śmiało napisać: mam dzisiaj dobry dzień! Odbyłam ważne spotkanie. Co jest najbardziej istotne – zakończone sukcesem! Byłam na zakupach (ach…my, kobiety!). Byłam w moim ukochanym Muzeum na Konopnickiej i ustaliłam plan dalszej pracy! A teraz właśnie przed chwilą dokończyłam dzieła konsumpcji naprawdę niezłego obiadu… No i przede mną jeszcze kino. Żyć, nie umierać!
Szczęście, proszę, trwaj dłużej niż tylko chwilę!
Co kryją Niebieskie Drzwi?
Baśń? Tak, piękną powieść Marcina Szczygielskiego możnaby określić mianem baśni. Chociaż… nie, może jednak jest to książka obyczajowa z elementami baśniowości. I to jest chyba najlepsze określenie…
Nie pamiętam, bym kiedykolwiek czytała książkę dla młodzieży tak dogłębnie poruszającą trudne tematy. No, może ,,Klasa Pani Czajki” i ,,LOteria” Małgorzaty Karoliny Piekarskiej i absolutnie ukochane ,,Gwiazd naszych wina” (autor to John Green), ale tam (w żadnej z tych książek) nie ma elementów baśniowych. Marcin Szczygielski próbuje oswoić swoich młodych czytelników z takimi pojęciami jak: ,,śpiączka”, ,,niepełna rodzina”, ,,samotność”, ,,odrzucenie”, ,,eksmisja”, ,,odejście”. Chapeau bas, panie Szczygielski. Już za samą – niełatwą przecież – próbę tego oswojenia. Podjęta próba jak najbardziej się udaje – a efekt końcowy jest kapitalny. Jest książka dająca do myślenia i młodzieży, i dorosłym.
Co kryją Niebieskie Drzwi…?
Tego dowiecie się, sięgając po tę książkę…
A na Powiślu zimowo
A gdyby… sięgnąć po Siesicką?
Niczym szpilka, niczym w gnoju
Lubię czytać – to już wiemy. Lubię pisać – to widzimy – na przykład – na niniejszej stronie. Lubię surfować w odmętach Facebooka – to mamy czarno na białym, jeżeli odwiedzimy mój profil. Co jeszcze lubię? Wpadać z wizytą na inne blogi.
Blog Szpilka w gnoju. Jestem jego fanką – ten internetowy pamiętnik – nie obrażając nikogo – „Słoika w wielkim mieście”, wywołuje u mnie nieraz taaakiego meeega banana na twarzy 😀
A zaczęło się od jego nazwy – aby tak zatytułować bloga, trzeba mieć duże poczucie humoru. I dystans – bodaj do wszystkiego (pytanie tylko, czy można mieć dystans do wszystkiego). Zajrzałam na tę witrynę o jakże intrygującej nazwie – i wsiąkłam. The sense of humour niewątpliwie posiadane przez jego autorkę to jest to, co mnie bawi w najchmurniejsze (neologizm?) dni.
Jeśli potrzebuję wyciszenia, zaglądam tutaj: Introweska. Zdrowy rozsądek, trzeźwe myślenie – czasem mi tego brakuje w codziennym życiu. A myślenie Introweski jest jak najbardziej zdroworozsądkowe. Przy pomocy swojego bloga mówi jego czytelnikom, by nie dali się zwariować. I tego ja również wszystkim na rok 2017 życzę. Nie dajmy się, ludzie, zwariować.
Ekstra czy intro?
Gdy rok temu zaczynałam pisać mojego bloga, zakładałam, że raczej będę się tutaj skupiać na moim wyjeździe na Erasmusa. Teraz – kiedy treść tego, co tu się zjawia, wykracza daleko poza rzeczone stypendium i mój pobyt w København – zaczęłam się… ekhem… zastanawiać.
Zaczęłam się zastanawiać, czy osoby prowadzące blogi to z natury ekstra – czy introwertycy? Wiem, że generalizuję w tym momencie, ale ciekawa jestem, która opcja przeważałaby, gdyby tak ktoś próbował to zbadać.
Mnie – na przykład – niekiedy dużo prościej jest coś napisać na blogu czy w pamiętniku, niż powiedzieć komukolwiek. I tak, kiedy w zeszłym roku poważnie chorowałam, prowadziłam osobnego bloga – takiego zahasłowanego. Jestem introwertyczką, niestety, więc pisanie jest dla mnie czymś, przy pomocy czego mogę coś z siebie wyrzucić. Inaczej daną sytuację, problem czy emocje – zduszę w sobie. Po zeszłorocznej jeździe (z trzymanką czy bez niej) nauczyłam się, że to duszenie w sobie to nie zawsze jest dobry pomysł (o ile w ogóle to jest dobry pomysł). Mam jednak tę świadomość, że wszystkiego na bloga wrzucić po prostu nie mogę.
Znów spóźniłam się na pociąg
i odjechał już.
Tylko jego mglisty koniec
zamajaczył mi.
Padalec, kochanie i spółka
Kryminały rosyjskie do tej pory kojarzyły mi się właściwie wyłącznie z A. Marininą. Polecono mi sięgnąć po twórczość Darii Doncowej, a ja powyższe uczyniłam. ,,Śpij, kochanie” i ,,Słodki padalec” przypominają troszeczkę moją ukochaną ,,Powtórkę z morderstwa” Moniki Szwai. Uwielbiam taki subtelny, powiedziałabym: ,,inteligentny” humor. Trochę romansidła – ale też na odpowiednim poziomie; wszak to nie prostactwo typu Harlequin – również nikomu nie zaszkodziło. Doncowa umiejętnie łączy romansidełko, komedyjkę (poniekąd) i kryminałek, tworząc coś, co jest urocze. Coś, przy czym można naprawdę się pośmiać. Ale też pogłówkować, pomyśleć. Nic tylko brać się za czytanie! 🙂
A jako bonus – piosenka, która towarzyszyła mi, gdy Doncową czytałam!

































Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.