




Tak codziennie










,,Ukryta w mroku długa sień
wilgocią piwnic tchnąca.
I schody, kędy, nawet w dzień,
nie widać skrawka słońca”
(Or – Ot)




Dziś wieczorem znów zaczynam lekturę jednej z tych książek, do których z chęcią wracam. Kiedy będę już na luzie, kiedy będę już po pracy…

Poniższe fotografie – z tęsknoty



Pogoda, która teraz opanowała nasz piękny kraj, jako żywo przypomina mi tę kopenhaską. Wspomnienia z Kopenhagi pojawiają się ostatnio często, bo oddaję się lekturze książek Łukasza Orbitowskiego, który mieszkał w Mojej Pięknej København i tam akcja części powieści ma miejsce. Najpiękniejszy Język Świata leży i kwiczy kwikiem rozpaczliwym od tygodnia. Muszę doń zasiąść, tylko ciągle nie mam kiedy – dzień w dzień wracam do domu bardzo późno.

K jak Kofta.
J jak Jonasz.
Lata życia: 1942 – 1988.
Jeden z tych najbardziej przeze mnie lubianych.

Począwszy od ,,Radości o poranku” Grupy I, kończąc na Hannie Banaszak.
,,Nie, nie możesz teraz odejść
Bierzesz mi ostatnią wodę
Żar pustyni pali mnie
Bezlitosna płowa pustka
Mam spękane suche usta
Pocałunek mój to krew
Nie, nie możesz teraz odejść
Kiedy cała jestem głodem
Twoich oczu, dłoni twych
Mów, powiedz, że zostaniesz jeszcze
Nim odbierzesz mi powietrze
Zanim wejdę w wielkie nic
Nie, nie możesz teraz odejść
Jestem rozpalonym lodem
Zrobię wszystko, tylko bądź
Bądź, zostań jeszcze chwilę, moment
Płonę, płonę, płonę, płonę…
Zimnym ogniem czarnych słońc
Nie, nie możesz teraz odejść
Popatrz listki takie młode
Nim jesieni rdza i śmierć
Bądź – proszę cię na rozstań moście
Nie zabijaj tej miłości
Daj spokojnie umrzeć jej„
Uwielbiam.
Dzisiaj poetycko! Osiecka chodzi za mną krok w krok:) jak pisał o Niej Wojciech Młynarski.
Poetka znikła w oddali,
bardzo dalekiej oddali,
Wszyscy Ją świetnie znali,
wszyscy Ją strasznie kochali.
Lecz skoro tak ją kochali,
tak bezgranicznie, tak mocno,
czemu w co drugim Jej wierszu
taka straszliwa samotność?
Jeśli aż tylu Przyjaciół
wciąż przy Niej, za Nią się snuło,
czemu w co drugiej piosence
takie błaganie o czułość?
…
Poezja…

Czytelnicy ,,Mrowiska” nieraz już czytali o moim Ukochanym Dziadziusiu. Najdroższym, Najukochańszym Dziadziusiu. I o Jego rodzinnym ,,Zawrociu„. Natomiast chyba nigdy nie pisałam o moim drugim Dziadku. I obydwu Babciach.
Dziadziuś przeżył z moją Babcią, a swoją ukochaną Ninką – czterdzieści dwa lata w małżeństwie. (Przy okazji – zastanawiam się, jak to się stało, że mówiono na Nią Ninka – miała na imię Wanda.) Obydwoje przez całe życie ciężko pracowali. Babcia pochodziła spod Lublina, poznali się już w Warszawie, pobrali – w Jej rodzinnych Kijanach. Mój Tata – mój Mecenas S. – to jedynak. Wychowali Go na wspaniałego Człowieka, odebrał staranne wykształcenie. Babcia zachorowała na początku lat dziewięćdziesiątych. Odeszła 5 września. Ja się urodziłam 15 – dokładnie dziesięć dni później. Mawiam, że minęłyśmy się gdzieś po drodze.
Od strony Dziadziusia mam moje ,,Zawrocie”, od strony drugiego Dziadka – Nadolną (niedaleko Łodzi; ,,Zawrocie” to moje ukochane rodzinne Podlasie). Dziadek (bo słowo Dziadziuś jest zarezerwowane dla… Dziadziusia) pochodził spod Jeżowa. Urodził się w Jasieninie. Był najmłodszym z licznego rodzeństwa, wcześnie stracił ojca, kilka lat później – matkę. Pracował w Nysie (gdzie przyszły na świat Jego dwie starsze córki – siostry mojej Mamy), a następnie w rogowskim arboretum (i tam urodziła się moja Mama). Po przejściu na emeryturę mieszkał na Podkarpaciu, ostatnie lata życia spędził w rodzinnych okolicach Łodzi. Zmarł w 2012 roku, kilka miesięcy przed swoimi dziewięćdziesiątymi urodzinami.
Natomiast Jego żona pochodziła z Szydłowca. Zajmowała się domem i trzema córkami. Byłam dla Niej ,,Pusią” – jak zresztą właściwie wszystkie inne dzieci, bo – wskutek choroby – traciła pamięć: stopniowo zapominała… wszystkiego właściwie. Męża nie rozpoznawała, trzech córek też nie, zięciowie byli zupełną abstrakcją, a o sześciorgu wnucząt nie wspomnę (tak się ładnie złożyło, że jest nas po równo: trzech wnuków i trzy wnuczki). Byłam ,,Pusią”, jeśli, oczywiście, nie pomyliła mnie z jednym z moich braci ciotecznych i nie nazwała męskim imieniem. Nie znałam Babci jako osoby zdrowej – z roku na rok było coraz gorzej, bo na chorobę, na którą cierpiała, póki co nie znaleziono leku. A ja byłam dzieckiem, więc to, co widziałam, napawało mnie lękiem. W pewnym momencie przestano zabierać mnie do Niej. Babcia odeszła prawie czternaście lat temu po długich cierpieniach, w końcowym okresie w ogóle nie było z nią kontaktu.
Cały czas badam historię swojej rodziny. I coraz bardziej mnie to wciąga.
![]()
Parę dni temu minęły dwa lata od momentu, kiedy zaczęłam tworzyć tego bloga, czyli moje ,,Mrowisko”. Wówczas wyglądało ono tak.
,,Groszki” towarzyszą mi niezmiennie:) wiem, mam niegroźnego hyzia na punkcie tych słów:
Masz takie oczy zielone
Zielone jak letni wiatr
Zaczarowanych lasów
I zaczarowanych malw
Dla Ciebie mały ogrodnik
Zasadził groszków tysiąc
W kapocie stracha na wróble
Pragnął Ci miłość przysiąc
Więc z koszem groszków mały strach
Pierwszy raz spojrzał Ci w oczy
O tysiąc więcej znalazł barw
Niż wyśnił sobie w nocy
I odtąd pod oknem Twoim
Zaczarowany kamienny
Z bukietem groszków stoi
Strach romantyczny wierny
Masz takie usta czerwone
Czerwone jak pożar zórz
Zaczarowanych ranków
I zaczarowanych róż
Dla ciebie mały ogrodnik
Posadził pnące róże
Że Tobą był urzeczony
Pragnął cię nimi urzec
I z róż naręczem przyszedł raz
Prosić o jedno Twe słowo
Oślepił go Twych oczu blask
Milczałaś kolorowo
I odtąd pod oknem Twoim
I groszki kwitną i róże
Na modłę wiotkich powoi
Pną się i pną po murze
Masz takie usta czerwone
Czerwone jak pożar zórz
Zaczarowanych ranków
I zaczarowanych róż
Masz takie oczy zielone
Zielone jak letni wiatr
Zaczarowanych lasów
I zaczarowanych malw…
…
![]()
Co najbardziej kocham w historii? Tę możliwość bycia Sherlockiem Holmesem. Serio. Uwielbiam czytać stare dokumenty, szukać w nich, poznawać czyjeś dzieje. Stąd moja pasja archiwistyczna 🙂 Udaje mi się znaleźć autentyczne kwiatki. Na przykład… cuś takiego:

Właściwie codziennie na coś trafiam. Na coś, przy czym łzy ciekną ze śmiechu. Ale jak się nie uśmiechnąć, przy tytule notatki prasowej z lat czterdziestych ubiegłego wieku, który głosi, że:
,,Sztuczne zęby w karku zięcia zatopiła teściowa”
lub, kiedy w akcie zgonu jako przyczynę śmierci podano fakt, iż:
,,za morderstwo kat mu głowę uciął”
Dużo piszę, dużo notuję. Tak, żeby te historie nie wyleciały mi z głowy. Chętnie słucham – lubię, gdy ktoś opowiada o tym, co miało miejsce kiedyś. Ostatnio jeden z moich Bliskich wspominał z jakimi typami ludzi, jakimi przypadkami w Jego pracy, w prokuraturze, stykał się dobre czterdzieści lat temu. Na przykład: bardzo namiętnie odwiedzała prokuraturę pewna Pani, która koniecznie chciała złożyć przysięgę na wierność Konstytucji. Była odsyłana z kwitkiem do momentu, aż jeden z prokuratorów wziął opasłe tomiszcze (jakim był Komentarz do Kodeksu Karnego), kazał wszystkim wstać i odebrał od kobiety Jej upragnioną przysięgę. Ponoć więcej progu praskiej prokuratury nie przestąpiła i mieli z Nią tam święty spokój.
Inna moja ukochana historia tyczy się Cygana przebywającego swego czasu w jednym z podwarszawskich szpitali psychiatrycznych. Bardzo konsekwentnie pisał listy do dyrektora owego szpitala, tytułując go Panem Bogiem. Kiedy okazało się, że Cygan symuluje problemy psychiczne i został przeniesiony do więzienia, wystosował do ulubionego dyrektora list o treści mniej – więcej takiej:
,,Panie Boże,
było mi u Ciebie tak dobrze. Kiedy byłem tam u Ciebie, to słyszałem głosy świętych… a teraz, gdy jestem tutaj, słyszę głos Edwarda Gierka.”
Oj, jeszcze parę innych kwiatków by się znalazlo 🙂 ja tylko chciałam pokazać, za co kocham historię:) za bycie Sherlockiem Holmesem i za takie właśnie historie🙂
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.