No cóż, na Winogrady jeszcze nie dotarłam. Jest jeszcze parę miejsc w Poznaniu, które sobie zostawiłam na następny raz (parę razy?).



Tak codziennie
No cóż, na Winogrady jeszcze nie dotarłam. Jest jeszcze parę miejsc w Poznaniu, które sobie zostawiłam na następny raz (parę razy?).




Wpadłam do Poznania. Na dwa dni dosłownie. Taki mały city – break.
Przyjeżdżam do rozmaitych miast łazić. Niekoniecznie po muzeach. Lubię po prostu iść przed siebie – zatopiona w swoich myślach. W swoich marzeniach. Nie kocham się z komunikacją miejską i taksówkami.









POZnań.

Niedawno wróciłam z wieczornej Mszy Świętej. Jak zawsze, gdy jestem tu, w moim Zawrociu, odwiedzam tutejszy kościół.
Może kiedyś w Zawrociu zamieszkam? Nie mówię „nie” 🙂 to jest najbliższe mi miejsce. Tam spędziłam cudowne dzieciństwo. Takie Moje Niebo.
I drugi wpis sprzed kilku lat 🙂

Przybyłam!
Po dwóch latach (!) nieobecności zawitałam do Zawrocia. Nie mogę sobie darować, że w zeszłym roku mnie tu nie było. Ale cóż – było – minęło. I – jestem.
Jak zawsze – spisuję historię rodziny. Słucham. Dopytuję. Spędzam czas z cudownymi ludźmi.
I uwielbiam ten stan. Tę błogość. To bezpieczeństwo. Ten powrót do lat dzieciństwa.

Kilka dni temu do Polski wróciła urna z prochami „Jerzego” – Ryszarda Białousa – dowódcy Batalionu „Zośka”. Autora książki „Walka w pożodze”.
Irena Jarocka zaśpiewała Mu „Balladę o żołnierzu”.
„Możesz patrzeć,
nie każdemu los tak sprzyjał…”

Po polsku jest to „Uczta Babette”. Autorka to Karen Blixen. Piękny film nakręcono na podstawie tej powieści. Znalazł się w nim psalm, którego w tym momencie słucham. „Hvo ikkun lade Herren råde”.
W ogóle siedzę teraz i uczę się Najpiękniejszego Języka Świata! Tak długo na to czekałam! ❤️



Wiersz Kofty.
„Jeszcze krok i znów mrok, mała wieczność,
ta minuta trwać może sto lat.
Obok już Twoich póz niedorzeczność
jest samotność jak lustro i walc.
To Twój cień objął Cię chłodem szarym,
szepcze Ci: jesteś nikt, nie ma Cię.
Nie ma prawd, nie ma kłamstw –
jedno wiesz: jesteś sam.
I tak będzie, zostanie jak jest.
(…)
Jeszcze masz jakąś twarz, jakieś ciało,
celę, w której uwięził Cię byt.
Jeszcze się dotąd nic nie udało –
jedno wiesz: było głupio i wstyd.
W pustych dni gęstą sieć zaplątany
w węzłach żył słyszysz szum ciemnej krwi.
Nie ma prawd, nie ma kłamstw –
jedno wiesz – jesteś sam.
Pogodzony z swą klęską ktoś… nikt”.
Dziś – w wukadce – gdy „Piosenka z Leśmiana” uparcie nie chciała mi wyjść z głowy, otworzyłam tomik wierszy na chybił trafił. I – oto on. „Wino samotnych” – utwór, którego fragment „zawisł” powyżej.

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.