Nieskończenie wiele

Możliwości.

Nieskończenie wiele możliwości działania.

Tyle jest jeszcze przed nami.

Wśród tych możliwości – w co mocno wierzę – jest jakieś lekarstwo na tę zarazę, co to obecnie panuje. Mam nadzieję, że znajdzie się jakaś… szczepionka albo cokolwiek innego, byleby coś było. Jakiś lek.

Bylebyśmy mogli wyjść już z domu. Normalnie pójść do pracy. Bo teraz raczej wszyscy uprawiamy #siedźnadupie i – chociaż bardzo dobrze, że stosujemy się do zaleceń! – znam takich, którym w domu po prostu ciężko jest usiedzieć. Ja sama, choć niewątpliwie należę do domatorek – trochę tęsknię do gwaru ulic.

Zacytować by tu się chciało najulubieńszą moją A. O., która w utworze „Zabawa w Sielance” pisała:

Na Czerniakowskiej, róg Gagarina,
późno się robi, świtać zaczyna,
Zakład otwiera fryzjer Ignacy,
ruch na ulicach – to ludzie pracy.
Wszyscy się spieszą, tłok na przystankach…”

Tak bardzo chcę, byśmy szybko wrócili do normalności i do tego tłoku.

I to jedno wiem

„Musisz kochać, gdyś mnie raz zobaczył,

tak mi w gwiazdach los przeznaczył.

Moje stopy do tańca się rwą,

kiedy skrzypek czaruje swą grą.

Wtedy tańczę i to jedno wiem,

że me usta czarownym są snem”

(F. Lehar, Meine Lippen Sie kuessen so heiss”)

Nieczęsto tańczę, ale kiedy to, co się teraz dzieje – przeminie, to… chyba zatańczę z radości.

Playlista w czasach zarazy

Lubię tu raz na jakiś czas wrzucić jakąś muzykę. Wrzucę ją i teraz – jednym okiem zerkając na to, co piszę, drugim zaś – czytając „Wioskę kłamców”. Kryminał. Ot, moja lektura na marcowe wieczory, jak już kończę pracę zdalną na dany dzień…

GreenFields

Donna, Donna

Kot bez ogona

Pour ne pas vivre seul

Je suis malade

Besame mucho

Un po’d’amore

Nights in white satin

Działo się w mieście Łodzi

Studiowałam we Wrocławiu, Warszawie i Kopenhadze. W sumie niewiele brakowało, bym poszła na studia do Łodzi, z którą jestem związana rodzinnie – rodowitą łodzianką jest moja Mama. Lubię – choć myślami – wrócić do czasu, gdy – przygotowując magisterium – pomieszkiwałam pod Łodzią właśnie. I codziennie jeździłam do łódzkiego Archiwum Państwowego, bo tam – jeśli nie w BULe – moja praca powstawała.

Znalazłam na Instagramie stronę „Łódź zwana pożądaniem”. Chyba kiedyś wybiorę się na spacer po tych łódzkich podwórkach i zaułkach. Tak, jak robiłam to pięć lat temu w wolnym czasie.

Instagram: Łódź zwana pożądaniem