Wiatr ułoży gawędę

Z ruchem harcerskim jestem związana od czternastu lat. Czyli równo pół mojego życia. Trochę żałuję, że tak późno je odkryłam. Harcerskie ideały są mi bliskie. Bardzo bliskie. Choć wiem, że długa była ta moja harcerska droga – i kręta. Ale – odnalazłam swój Przystanek, miejsce, gdzie dobrze i bezpiecznie się czuję. Harcerstwem i jego historią zajmuję się zawodowo – spełniło się jedno z moich najskrytszych marzeń, tych marzeń, które kiedyś, kiedyś dawno miałam zanim marzenia zniknęły. Cudowne jest, że nawet, kiedy człowiek – jak ja – nie wierzy już w siłę marzeń i ich nie ma, spełniają się te, które kiedyś miał.

Opowiada starodawne dzieje, bohaterki wskrzesza czas…

Niedawno wyszłam z pracy. W pozytywnym nastroju. Z wiarą w dobre jutro. Bo wierzę. Mocno wierzę. Choć niekoniecznie wiara oznacza u mnie Kościół.

Taki ruch jest na warszawskich ulicach. Jak ja czasem nie lubię tych tłumów. Innym razem – wręcz przeciwnie – wkradłabym się w ten tłum. I pozostała sobą – Mrówką. Po prostu Mrówką.