Miejsce, które polecam: Coffee Mania

Jest takie miejsce…

Jestem kawoszką. Jak na córkę Mecenasa S. przystało (Mecenas kocha espresso i krówki, ale jak krówki, to koniecznie te od Pomorskiego z Milanówka, a espresso takie ukochane… no cóż, tutaj moja wiedza skończyła się na tym z Green Cafe Nero, a i jeżeli lody to dawna Zielona Budka dzierży palmę pierwszeństwa). No więc…

Jestem kawoszką. Dziękować Bogu, na codziennie przebywanej przeze mnie trasie do starej dobrej wukadki, znalazło się miejsce, w którym mogę napić się cudownej, gorącej kawy. A latem też mogę schłodzić się kawą… mrożoną. Najchętniej z syropem o smaku słonego karmelu.

To miejsce to Coffee Mania.

Mega pozytywne miejsce. Stworzone przez mega pozytywnego człowieka. Oprócz kawy, którą byłabym skłonna określić jednym słowem na „z”, ale nie określę, bo to chyba trochę nie wypada – ta przytulna dziupelka (przepraszam, no, ale ona jest taka malutka!) dysponuje przepysznymi kanapkami.

Przy Coffee Manii można mnie spotkać praktycznie codziennie. Pijącą Napój Bogów, czyli kawę lub gawędzącą z baristą.

W Coffee Manii nie serwują chyba gorącego mleka… a może zaczęliby? Bo ten peron, te ławki, ta wukadka – klimat tego miejsca jak najbardziej sprzyja nakręceniu teledysku do piosenki niezrównanej A. O. pod tytułem „Ballada o dziewczynie, co piła gorące mleko”. Możecie przesłuchać jej tutaj.

Żółte kalendarze

Napisałabym, że za oknem jest pieknie, ciepło i słonecznie. Napisałabym, że właśnie pomalowałam sobie paznokcie i są teraz czarne. Napisałabym…

Jak napiszę? Kawa się robi. Pralka wstawiona. Chałupa ogarnięta.

Proza życia.

Jesienna proza życia.

Mimo wszystko: czerpię radość z tej jesieni. Z mojej ukochanej pory roku.

Dziewięćdziesiąt i trzy

Urodził się dokładnie dziewięćdziesiąt trzy lata temu. Dziadziuś. Mój Ukochany Dziadziuś. Słowo „Dziadek” w odniesieniu do Niego brzmi jakoś… zbyt twardo. On jest takim Dziadziusiem o jakim pisano w „Dzieciach z Bullerbyn”. Wrażliwym, dobrym Człowiekiem. Kochającym i kochanym.

Ja naprawdę nie potrafię nie płakać, gdy o Nim mówię. Ja naprawdę nie potrafię nie płakać, gdy o Nim piszę. Nie potrafię nie płakać, kiedy myślę o moim „Zawrociu” – rodzinnej wsi Dziadziusia. Dzisiaj się popłakałam, gdy moja „zawrociańska” Rodzina wyjeżdżała.

Bareja by na to nie wpadł!

Jest sobie osiedle. W miejscowości, nazwijmy ją, W. Mieszkańcy owego osiedla są aktywni na jednym z forów internetowych. I ilość hejtu i jadu, jaka czasem pojawia się na tym forum, jest po prostu nieziemska. Ja nie mówię, że ze strony wszystkich. Ale ze strony pewnej liczby osób – na pewno. Osoby obrażane dały w pewnym momencie do zrozumienia, że będą wyciągać konsekwencje prawne. Na osobach, które sieją zamęt – większego wrażenia to chyba nie zrobiło. A ja po raz kolejny zaczęłam się zastanawiać: skąd w ludziach złudna nadzieja na to, że w Internecie są tacy anonimowi? Że ukryją się pod jakimś nickiem i będzie okej? Przecież w Internecie nic nie zginie.

Bareja by tego nie wymyślił…