N.a.d.o.l.n.a.

O Nadolnej napomknęłam kilka miesięcy temu. Właśnie tutaj wpadłam – na parę dni dosłownie. (Bo od jutra już na powrót nauka duńskiego w 100lycy.) Ostatnio byłam tu dwa lata wstecz – i stąd zdarzało mi się podróżować do Łodzi, gdzie pisałam pracę magisterską.

Nadolną mam od strony Mamy. O Dzięciołach (to od strony Taty) – które są takim moim Zawrociem – pisałam nie tylko w wyżej wspomnianym, ale też w postach ,,Kochasz Ty dom” i ,,Zawrocie, Zawrocie”. Tam wybiorę się z pewnością – jak co roku, bo nie wyobrażam sobie wakacji bez Dzięcioł. Nastąpi to na przełomie sierpnia i września.

Duńska język trudna być!

Źle się dzieje w Państwie Duńskim. Podobno. Oto Książę Małżonek (z pochodzenia Francuz) odmówił zostania pochowanym z Królową. (BBC News)

Tymczasem w Państwie Polskim pewna H. żyje sobie całkiem spokojnie i uczęszcza na kurs duńskiego. (Do Duńskiego Instytutu Kultury w Warszawie.) Z każdą lekcją coraz bardziej zdaje sobie sprawę z tego, że ten język – choć piękny – jest niełatwy. W kopenhaskiej szkole duży nacisk kładziono tak na wymowę, jak i na gramatykę – a tutaj – w Warszawie – ciśnie się wymowę właśnie, wychodząc – zresztą moim zdaniem słusznie – z założenia, że to właśnie ona, a nie gramatyka, jest w duńskim najtrudniejsza. Jakby jednak nie było – jestem fanką języka Andersena i uczę się go dużo we własnym zakresie – tak zresztą było przez cały ostatni rok i opisywałam to na blogu często. Tak jest i w tym momencie – pozdrawiam znad duńskiego, słuchając jednocześnie zespołu Himmerland – piosenki ,,Sol deroppe ganger under lide” (link tutaj) – do słów Hansa Christiana Andersena. Poniżej – tekst ( a tak gdyby ktoś miał chęć się nauczyć 🙂 )

Sol deroppe ganger under lide,
sov mit barn, så bli’r du stærk og stor,
på den vilde havhest skal du ride,
under bølgen dejligst engen gror.

Hvalerne med deres brede finner
over dig som store skyer gå,
sol og måne gennem vandet skinner,
begge to du skal i drømme få.

Visselul! Jeg fødte dig med smerte!
Bliv min glæde altid år for år,
du har drukket livet ved mit hjerte,
hver din tåre til mit hjerte går.

Sov, mit barn! Jeg sidder ved din vugge,
lad mig kysse dine øjne til,
når engang de begge mine lukke,
hvem mon dig da moder være vil!

A na deszczu diabły rosną:)

,,A na razie światła nie gaś i miłości też,

bo na obu nocy brzegach znajdziesz tylko deszcz.

A na deszczu diabły rosną, diabły sieje wiatr,

trzymaj mnie za rękę mocno, bo się skończy świat.”

Jak planowałam – przede wszystkim na wakacjach połykam wszystkie książki jak leci. Życie towarzyskie też mi służy i generalnie wyglądam kwitnąco :p Przede wszystkim – nadrabiam zaległości w duńskim, bo już od pierwszego dnia sierpnia będę uczęszczać na kurs 🙂 

Pozdrawiam z Suwalszczyzny – zimno tu w tym roku. I deszczowo. Wypatruję diabełków buszujących w trawie! Ps. Te słoneczne zdjęcia są z wczoraj!

Tam, gdzie żadne z nas nie mieszka

Byłam w bibliotece parę dni temu. Dosłownie parę dni temu. I moją uwagę zwróciła okładka. Tajemnicza. 

Odwróciłam książkę. Opis z tyłu okazał się być lakoniczny. Stwierdziłam: ,,Spróbuję!”. I spróbowałam.

,,Zapach domów innych ludzi” to udany debiut literacki. Autorka wychowała się na Alasce i to ją właśnie uczyniła miejscem akcji. Na zimnych rubieżach Stanów Zjednoczonych każde z nastolatków – bohaterów książki – musi odnaleźć siłę, by przetrwać. Jest wśród nich Ruth (bardzo wcześnie osierocona, wychowywana przez surową babcię), jest Hank, który myśli o ucieczce z domu… Alaska stanowi tło dla ich codziennych problemów – bliskich, myślę, wielu dzisiejszym nastolatkom. 

To opowieść oryginalna. Nie tylko ze względu na miejsce akcji, ale też ze względu na sposób narracji – bohaterowie wypowiadają się w sposób dojrzalszy niż ich rówieśnicy. Może to kwestia tego, co przyszło im przeżyć w życiu, a co za tym idzie – większej dojrzałości (wspomniane sieroctwo i myśli o ucieczce, ale też patologiczna rodzina alkoholików)… Zbliżoną dojrzałość widzę w bohaterach jednej z tych książek, do których lubię wracać – mianowicie ,,Gwiazd naszych wina”. 

Pojęcie względne

Piękno – to słowo dla każdego z nas oznacza co innego. Dla jednego to wygląd zewnętrzny, dla innego – wiedza, dla jeszcze innego – pasja. Każdy z nas ma w sobie coś pięknego. Po co tonąć w morzu kompleksów? Dzisiaj wiem, że ja tak właśnie tonęłam. Niepotrzebnie. Nie mówię, że się wyleczyłam całkowicie, ale – trochę bardziej uwierzyłam w siebie. 

Czuję się dużo lepiej wiedząc, że mam jakąś pasję. Realizując się w niej. Coś już udało mi się w tej pasji osiągnąć – bardzo mnie to cieszy. Wierzę, że ona będzie trwała. To ona jest moją siłą napędową. Niech będzie nią nadal. Bardzo tego chcę.

Up ahead in the distance I saw a shimmering light

Ha! Oddycham pełną piersią! Już odetchnęłam. Trochę przynajmniej. Przede wszystkim – psychicznie. Sierpień będzie pracowity – zapisałam się na intensywny kurs duńskiego i jestem taka meeega sszczęśliwa! ❤ Tak więc teraz zbieram siły przed sierpniem. ,,Będzie dobrze” – powtarzam sobie. – ,,Będzie dobrze!”. A jak inaczej miałoby być? Gdzieś dostrzegłam jakieś małe migoczące światełko. Już nie zakładam wersji pesymistycznych. Bo będzie dobrze. Będzie – jak w piosence – cudnie

No dobrze, a kto wygrał?

Ponoć do odważnych świat należy, a u mnie z odwagą – niestety – krucho. Zanim się za coś wezmę, zanim się zdecyduję – potrzebuję chwili do namysłu. Czasami zdarza się spontan, ale to naprawdę czaaasaaami. (Punkt dla mnie – przynajmniej jak się człowiek namyśli, to maleje szansa, że coś sknoci.) Tak było i z moimi studiami. Pomysł na historię siedział we mnie od I klasy gimnazjum. Część rodziny widziała mnie na prawie. Koniec końców na to prawo nie składałam papierów – od razu po maturze wybrałam się na studia historyczne.

Dlaczego historia? Moja polonistka ze szkoły podstawowej zorganizowała spotkanie z mężem szkolnej sekretarki – dziennikarzem, czternastolatkiem w okresie Powstania (działającym w Harcerskiej Poczcie Polowej), autorem książek na ten temat. Po przeczytaniu Jego książki ,,Tropami powstańczej przesyłki” – wsiąkłam. Dalej poszło szybko – lektura ,,Kamieni na szaniec”, obejrzenie ,,Akcji pod Arsenałem”. Dzisiaj tematyką Szarych Szeregów zajmuję się zawodowo.

Historia est magistra vitae. Historia jest nauczycielką życia. Coś w tym jest. Nasi przodkowie pozostawili w spadku bagaż swoich doświadczeń, sukcesów, prób, błędów. My mamy za zadanie to pielęgnować. A sama nauka historii? To nie jest wkuwanie na pamięć (jedynym ,,czymś”, co mamy do nauki pamięciowej – są daty). To logiczne rozumowanie, ciąg przyczynowo – skutkowy.  A przede wszystkim – to fascynująca możliwość poznawania przeszłości. W ramach moich historycznych zainteresowań – między innymi bawię się w genealoga 🙂 Bardzo miłe to zajęcie.

I na koniec moich tłumaczeń, dlaczego zostałam historykiem – moja ulubiona anegdota.

Kolega mojego Taty ze szkoły wiedzę z zakresu historii miał raczej mizerną. Dysponował natomiast umiejętnością snucia barwnych opowieści i – nauczycielem, który zwykł przysypiać, kiedy uczeń owe opowieści snuł.

Pewnego razu, gdy z wypiekami na twarzy referował starcie wojsk pancernych z husarią, dorzucając gdzieniegdzie legionistów Piłsudskiego, nauczyciel obudził się i zadał jedno pytanie:

– No dobrze, a kto wygrał?

I uczeń nie trafił.

Dalej

Zakończenie studiów… i co dalej? Myślę, że powoli sobie to wszystko układam. Nie powiem, żebym się od razu rzuciła – na przykład – w ogrom spotkań, w prowadzenie bardzo bujnego życia towarzyskiego. Ale – dzisiaj miałam spotkanie. Bardzo, bardzo miłe. (Dziękuję, M.!) 

Odpoczywam. Oddaję się lekturze tego, co nie jest książkami historycznymi, naukowymi. Właśnie piłuję kryminały pióra niemieckiej pisarki. I spaceruję, kiedy mam chwilę.

Wakacje… a co to są wakacje??? Będzie Podlasie, na pewno. Bo ja nie wyobrażam sobie wakacji bez mojego Zawrocia.