Nie chce się…

wyjeżdżać stąd.

A że jestem fanką cytatów, to wrzucę „Keję”. Piosenkę Tego Kursu.

„Gdyby tak ktoś przyszedł i powiedział: „stary, czy masz czas?”
Potrzebuję do załogi jakąś nową twarz
Amazonka, Wielka Rafa, oceany trzy
Rejs na całość, rok, dwa lata, odpowiedziałbym:

Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht?
Gdzie ta koja wymarzona w snach?
Gdzie te wszystkie sznurki od tych szmat?
Gdzie ta brama na szeroki świat?

Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht?
Gdzie ta koja wymarzona w snach?
W każdej chwili płynę w taki rejs
Tylko gdzie to jest? No gdzie to jest?

Gdzieś na dnie wielkiej szafy leży ostry nóż
Stare dżinsy wystrzępione impregnuje kurz
W kompasie igła zardzewiała, lecz kierunek znam
Biorę wór na plecy i przed siebie gnam

Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht?
Gdzie ta koja wymarzona w snach?
Gdzie te wszystkie sznurki od tych szmat?
Gdzie ta brama na szeroki świat?

Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht?
Gdzie ta koja wymarzona w snach?
W każdej chwili płynę w taki rejs
Tylko gdzie to jest? No gdzie to jest?

Przeszły lata zapyziałe, rzęsą porósł staw
Na przystani czółno stało, kolorowy paw
Zaokrągliły się marzenia, wyjałowiał step
Lecz ciągle marzy o załodze ten samotny łeb

Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht?
Gdzie ta koja wymarzona w snach?
Gdzie te wszystkie sznurki od tych szmat?
Gdzie ta brama na szeroki świat?

Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht?
Gdzie ta koja wymarzona w snach?
W każdej chwili płynę w taki rejs
Tylko gdzie to jest? No gdzie to jest?”

Powodzenia na drodze.

Instruktorskiej drodze.

Kopalnia Diamentów, Kopalnia Pomysłów

No więc Mrówka (tak, tak, to ja) szkoli się. Szkoli się teraz, pod Olsztynkiem. Jest to kurs przewodnikowski i dla kadry drużyn zorganizowany przez Wydział Nieprzetartego Szlaku. Nazwa? „Kopalnia Diamentów”. Samopoczucie Mrówki? Super.

Bo Mrówka odpoczywa. Mam tu na myśli odpoczynek psychiczny. Fizycznie – to jednak nielekka praca, ponieważ zajęcia zaczynają się o godzinie 8.20. Kończą się – o 22.00. Są przerwy, oczywiście. Psychicznie – odżyłam. To najbardziej harcerskie lato z moich dotychczasowych lat. Harcerstwo – jestem z nim związana i zawodowo (Muzeum! ❤ Warszawskie Muzeum Harcerstwa. O kopenhaskim możecie poczytać tutaj – przy czym uwaga: nie działają linki do YouTube), jestem z nim związana naukowo (licencjat „harcerski”, magisterka „harcerska”… a „harcerski” doktorat się pisze…). I takie właśnie Harcerskie Lato mi się marzyło ❤

„Kopalnia Diamentów”. Kopalnia Pomysłów. Nieprzetarty Szlak. Harcerstwo osób niepełnosprawnych. Między innymi takich jak Mrówka – niesłyszących. Wielka pomoc ze strony Kadry. Wysłuchują, pomagają zrozumieć to, co niekiedy wzbudza jakieś wątpliwości. Jest dyskusja. Jest zrozumienie mojego problemu ze słuchem (a z tym też na szkoleniach, kursach bywa różnie). Aż chce się tu być.

Jechałam pełna obaw. Po czterech godzinach jazdy wysiadłam z mojego ukochanego Rupcia w Perkozie (bo nie chwaliłam się, ale temat prawa jazdy szczęśliwie sfiniszowałam) i jak Boga kocham zastanawiałam się, jak to będzie. Po niemal tygodniu nie chce mi się stąd wyjeżdżać.

Z tego miejsca chciałabym podziękować pozostałym Uczestnikom Kursu. Dziękuję Kadrze. To jest wspaniała Nauka. I zarazem fantastyczny Odpoczynek. Coś, czego mi tak bardzo brakowało!

Ps. Tym z nas, którzy złożyli wczoraj Przyrzeczenie – gratuluję. Powodzenia na Harcerskiej Drodze! Piosenka, którą mi śpiewano na moim Przyrzeczeniu – jest smutna, więc – nie chcąc wprowadzać smutnego nastroju – Wam zadedykuję utwór Budzyńskiej:

„Kiedy was nie ma to jakby nagle zabrakło w moim życiu muzyki,

kiedy was nie ma to czas mnie straszy, że przeminę, że będę nikim.

Kiedy was nie ma to jakby niebo miało się rozstać na zawsze ze słońcem,

kiedy was nie ma dość mam wszystkiego i pragnę stąd na zawsze odejść.

Moi przyjaciele } x3 bądźcie zawsze ze mną. Moi przyjaciele } x2 z wami wiem, że wszystko mogę wystarczy tylko chcieć.

Jak mam wyśpiewać,

jak mam dziękować,

jak wytłumaczyć, że bez was mnie nie ma,

przesyłam do Was moją miłość i wszystkie myśli w modlitwę zamieniam.

Milion aniołów narysuję i wszystkie naraz postrącam z nieba,

dom na skale wybuduję i zagram dla was kiedy trzeba”

Buduj mosty, mury krusz

Wracam z pracy i czytam „Mosty zamiast murów”, krótko mówiąc: staram się dobrze spożytkować czas spędzony na dojazdach. Nadal ćwiczę nieodzowną wukadkę, bo choć po jedenastu (jak to brzmi!) latach temat prawa jazdy sfiniszowałam szczęśliwie, to na wymarzony samochód jeszcze muszę chwilkę poczekać. No więc czytam, czytam, czytam. Albo się uczę. Tak, duńskiego! ❤

Poczyniłam dalsze kroki ku doktoratowi. Powoli go piszę. W ostatnią sobotę (bo mam zasadę, że doktoratowi poświęcam najczęściej soboty) napisałam bardzo niewiele – chyba nie miałam weny. Bo czasem i mnie łapie brak weny, choć generalnie piszę dużo i lubię to robić.

A skąd ta lektura? Skąd „Mosty”? Chcę dowiedzieć się więcej o komunikacji. Międzyludzkiej. A to jedna z tych książek, które uważam za najpotrzebniejsze. Bardzo mądre. Bardzo „ludzkie”. Pierwszy raz przeczytałam ją dwa lata temu. Podczas ferii w Szczawnicy. W tych zwykłych, a jednocześnie tak niezwykłych, przedwirusowych czasach.

Po świeradowsku

Kilka dni poza domem. W pięknym miejscu. Odpoczęłam. Zanim jednak to zrobiłam – definitywnie zamknęłam pewną sprawę, która nie dawała mi spokoju przez kilka lat. Jak dobrze ten spokój mieć. I móc skupić się na przyjemniejszych rzeczach. I chociaż deszcz (aczkolwiek nie w Cisnej) też pokropił, a i trochę miejsca dla śniegu również się znalazło – generalnie pogoda była ładna. Nawet bardzo! Zaczytywałam się w duńskich kryminałach. Muzycznie – piłowałam cenioną przeze mnie od lat „Kolędę nockę” (a głos Teresy Haremzy w sposób szczególny). Wieczorami – ćwiczyłam swój angielski wraz z „Peritią”. I – rozpoczęłam dalszy etap swojej harcerskiej podróży.

Niebo do wynajęcia, niebo z widokiem na raj

Powoli mijają – dzień za dniem. Ale… Właśnie oglądam film i jak bardzo dziwne – i odległe! – wydają się czasy, w których nie trzeba było nosić maseczek. Kolejny już raz łapię się na takiej myśli. One wrócą. Te czasy wrócą. I – cytując klasyka – jeszcze będzie… I przepięknie, i normalnie. Dlaczego? Powtarzam: bo musi tak być!

I jeszcze będzie raj…

A poniżej: niebo. Do wynajęcia.

Ocalić od zapomnienia. K. I. G.

„Ile razem dróg przebytych?
Ile ścieżek przedeptanych?
Ile deszczów, ile śniegów
wiszących nad latarniami?

Ile listów, ile rozstań,
ciężkich godzin w miastach wielu?
I znów upór, żeby powstać
i znów iść i dojść do celu.

Ile w trudzie nieustannym
wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń?
Ile chlebów rozkrajanych?
Pocałunków? Schodów? Książek?

Ile lat nad strof tworzeniem?
Ile krzyku w poematy?
Ile chwil przy Beethovenie?
Przy Corellim? Przy Scarlattim?

Twe oczy jak piękne świece,
a w sercu źródło promienia.
Więc ja chciałbym Twoje serce
ocalić od zapomnienia.”

Nic dwa razy. W. Szymborska

Nic dwa razy się nie zda­rza
i nie zda­rzy. Z tej przy­czy­ny
zro­dzi­li­śmy się bez wpra­wy
i po­mrze­my bez ru­ty­ny.

Choć­by­śmy ucznia­mi byli
naj­tęp­szy­mi w szko­le świa­ta,
nie bę­dzie­my re­pe­to­wać
żad­nej zimy ani lata.

Żaden dzień się nie po­wtó­rzy,
nie ma dwóch po­dob­nych nocy,
dwóch tych sa­mych po­ca­łun­ków,
dwóch jed­na­kich spoj­rzeń w oczy.

Wczo­raj, kie­dy two­je imię
ktoś wy­mó­wił przy mnie gło­śno,
tak mi było, jak­by róża
przez otwar­te wpa­dła okno.

Dziś, kie­dy je­ste­śmy ra­zem,
od­wró­ci­łam twarz ku ścia­nie.
Róża? Jak wy­glą­da róża?
Czy to kwiat? A może ka­mień?

Cze­mu ty się, zła go­dzi­no,
z nie­po­trzeb­nym mie­szasz lę­kiem?
Je­steś – a więc mu­sisz mi­nąć.
Mi­niesz – a więc to jest pięk­ne.

Uśmiech­nię­ci, współ­o­bję­ci
spró­bu­je­my szu­kać zgo­dy,
choć róż­ni­my się od sie­bie
jak dwie kro­ple czy­stej wody…”