Widok na sufit

Życie z widokiem na sufit…

Znów jestem w sytuacji, w której myślę najpierw o innych, a dopiero potem o sobie, gdzieś tak na szarym końcu. Nie zastanawiam się już, jak długo to jeszcze potrwa. Zastanawiam się, jak uniknąć podobnych błędów w przyszłości. Nie chcę – i nie będę – rezygnować ze swoich planów. Nie piszę „marzeń”, bo marzeń – jak wiadomo – już nie mam.

Dwa i zero

Weszłam w rok, w którym skończę dwadzieścia osiem lat. Weszłam w rok spod znaku „dwa i zero”. Weszłam – z dobrą książką w ręku, z filiżanką ulubionej herbaty.

Weszłam w czwarty rok mojego blogowania, w czwarty rok zachwytu nad Danią i Najpiękniejszym Językiem Świata (to również czwarty rok nauki!).

Przez te cztery lata pozamykałam wiele rozdziałów swojego życia. Kilka nowych pootwierałam.

Czasami jeden dzień może zmienić komuś życie. A co dopiero tydzień– to z książki Agnieszki Olejnik „Zabłądziłam”. Moje życie przez cztery lata pisania – zmieniło się diametralnie.

Nie wypada takich rzeczy opowiadać

Utwór „Pierścień i róża” przeżywa właśnie renesans. Wałkowany jest na okrągło, bo primo Rodzice szykują się do wystawienia go na scenie, a secundo – bo parę dni temu go sobie przypomniałam, spędzając bardzo miły wieczór.

Słuchając z tegoż filmu piosenki „Tak nie można” miałam przed oczami popełniony swego czasu tekst „Daj chłopaka”, który napisałam… kiedyśtam. Kiedyśtam dawno, dawno temu. Poznanie Bulbulka swojego życia, a tym samym stanie się czyjąś Bulbiną (ale nie czyjąś służącą, o nie) jeszcze przede mną. I to jest właściwie jedna z niewielu rzeczy, która nie zmieniła się w tym 2019 roku.

Poza tym – ten rok nie był tak dobry jak 2018, może dlatego, że w pierwszym dniu stycznia nie wyciagnęłam z kieszeni pięciu dych w jednym banknocie?

Może i nie wypada takich rzeczy opowiadać… Ale – no, nie wyciągnęłam.

Podsumowując ten rok – już zawsze „The Sound of Silence” będzie mi się z „dziewiętnastym” kojarzyło.

Last Kristmas Aj gejw ju maj hart

Nieśmiertelne „Last Christmas” (by Wham!) – teledysk można obejrzeć tutaj – w tym roku jeszcze do mnie nie dotarło. Wyjątkowo, bo zwykle ten świąteczny hit słyszałam mniej więcej w połowie listopada. I za każdym razem, jak go słyszałam – zastanawiałam się, jak to możliwe, że ulubioną świąteczną (sic!) piosenką jest utwór o nieszczęśliwej miłości? Pozwolę sobie podkreślić: nieszczęśliwej.

Innym hitem, co to dla mnie jest po prostu dowodem na to, że niektórzy mają duży problem z rozumieniem tekstu, jest – równie nieśmiertelne co,, Last Christmas” -,, Już mi niosą suknię z welonem” zespołu Dwa Plus Jeden. (Przypomnę tylko, że oficjalny tytuł utworu brzmi „Windą do nieba”.) Jakże namiętnie piłowany na weselach, ma tekst:

„Mój piękny Panie raz zobaczony w technicolorze,
Piszę do Pana ostatni list.
Już mi lusterko z tym Pana zdjęciem też nie pomoże,
Pora mi dzisiaj do ślubu iść.

Mój piękny Panie, ja go nie kocham – taka jest prawda.
Pan główną rolę gra w każdym śnie,
Ale dziewczyna przez świat nie może iść całkiem sama.
Życie jest życiem, Pan przecież wie…

Już mi niosą suknię z welonem,
Już Cyganie czekają z muzyką,
Koń do taktu zamiata ogonem,
Mendelssohnem stukają kopyta.

Jeszcze ryżem sypną na szczęście,
Gości tłum coś fałszywie odśpiewa,
Złoty krążek mi wcisną na rękę,
I powiozą mnie windą do nieba.

Mój piękny Panie, z tego wszystkiego nie mogłam zasnąć,
Więc nie mógł mi się pan przyśnić dziś.
I tak odchodzę bez pożegnania, jakby znienacka
Ktoś między nami zatrzasnął drzwi…

Już mi niosą suknię z welonem,
Już Cyganie czekają z muzyką,
Koń do taktu zamiata ogonem,
Mendelssohnem stukają kopyta.

Jeszcze ryżem sypną na szczęście,
Gości tłum coś fałszywie odśpiewa,
Złoty krążek mi wcisną na rękę,
I powiozą mnie windą do nieba.”

W sam raz na wesele. No, w sam raz po prostu. Pomysł równie trafiony jak ” Last Kristmas Aj gejw ju maj hart” na Boże Narodzenie.

Ale to jest moje własne zdanie. Moja własna opinia.

Ja wiem, że degustibus…

Z głowy i z duszy

Może powinnam dokonać jakiegoś podsumowania? Kolejnego roku…? Sama nie wiem. Może powinnam robić zestawienie swoich własnych tegorocznych wzlotów i upadków? Z tym, że Sylwester jeszcze przede mną, więc uznaję, że mam czas.

Otworzę książki, wezmę się za naukę (bo przecież niedługo kończę moje studia podyplomowe), ale – to za chwilę; na wszystko przyjdzie czas (jak zwykłam mawiać).

Jestem silna. Muszę być silna – tak sobie powtarzam. Chociaż to, co mamy, to chwile. Chwile szczęścia.

Nie zamknę Mrowiska

Poświęciłam mu już trzy lata i jedenaście miesięcy (za miesiąc będą cztery lata!) ze swojego życia.

Buduję swój własny świat

Taki z serca i od serca.

Taki z głowy i z duszy.

teal fujifilm instax mini camera near white ceramic mug
Photo by Element5 Digital on Pexels.com

W poczekalni

Pod gabinetem lekarskim siedząc, klnąc na czym świat stoi (ach, te kolejki!) – natrafiłam na kolejny cudny utwór niezrównanej A. O.

„Kochanie, zrób ze mnie balona,
byleby był czerwony,
wtedy dal nas obejmie szalona
dwa złączone szybują balony.
Szybujemy sobie do Szanghaju
gdzie niebieski przywitał nas kot.
Gdzie puchacze niebiesko puchają,
mruga księżyc niebieski trzpiot.
A gdy westchnienie balon wypełni,
łzę za burtę wytocz jak balast.
Ku dalekiej przemkniemy pełni
aż pod nieba wysoki szałas.
Choć oklapła uczuć powłoka,
chociaż balon wysoko nie lata,
pojedziemy sobie do Sanoka.
– Czy to Sanok? – Nie, to koniec świata.
Lądujemy na ustach z romancą,
dwa balony złączone po grób,
zaśpiewamy „podróże kształcą”
zaśpiewamy „podróże kształcą”.
– A więc proszę – balona ze mnie zrób!”