Trochę zdjęć z warszawskiego staromiejskiego jarmarku bożonarodzeniowego. I z Warszawy generalnie.
Kategoria: Trochę ,prywaty’
Tak codziennie
Paris, Paris
Opowieść o pękniętym mieście
Jeszcze noc, jeszcze czas
płonie ziemia, płonie las
dziwne słowo, tajny znak
jestem drzewo, jestem ptak
Wszystkie drogi, wszystkie sny
dzikie myśli, straszne dni
kamień z nieba, z nieba znak
jestem drzewo, jestem ptak
Jeden duch, jeden czas
jeden wróg, obok nas
to mój smutek, to mój znak
jestem drzewo, jestem ptak
Atak terrorystyczny na szkołę w Biesłanie (2004) i szok z tym atakiem związany – chyba większość z nas to pamięta. Ofiarami terrorystów stały się zupełnie bezbronne dzieci. To im poświęcona jest wstrząsająca książka Zbigniewa Pawlaka i Jerzego Wlazły. Książka obok której nie można przejść obojętnie. Rozmowy – z ludźmi, którym przyszło to piekło przeżyć. Rozmowy – z rodzinami ofiar. Wrażenie dostania obuchem w głowę, kiedy matka jednego z zabitych w pierwszych godzinach ataku chłopców opowiada ze szczegółami, jak próbowała ratować swoje najstarsze z czworga dzieci.
Tej książkę trudno jest opisać. Nie da się jej zaszufladkować. Ją trzeba przeczytać. Sugeruję jednak nie popełniać mojego błędu. Nie czytać jej do poduszki.
Blaski, cienie i „Światło”
Po książkę ,,Światło między oceanami” sięgnęłam z dużą dozą zaciekawienia – a nie tylko pod wpływem szału, który na nią zapanował. Wyjście na film zakończyło się fiaskiem – z przyczyn rozmaitych. Tak więc moja ciekawość była ciekawością wzmożoną.
W powieści M. L. Stedman znajdujemy w zasadzie wszystko, co powinno znaleźć się w porządnej powieści. Ładny, literacki język, wyrazistych bohaterów (a podkreślałam już, iż takich lubię!). Opisy pięknych nadmorskich krajobrazów. Jest miłość, radość, szczęście przeplecione z bólem, smutkiem, cierpieniem – jak w normalnym życiu bywa.
Historia opowiedziana przez Stedman przywodzi mi na myśl tę opowiedzianą przez L. M. Montgomery w książce ,,Wymarzony dom Ani” – historię Leslie Moore. Jest tak samo literacko piękna, poruszająca, ale i smutna, a momentami wręcz wstrząsająca.
Życie to i blaski, i cienie. Ale trzeba wierzyć w ujrzenie światła – gdzieś w oddali, niczym tego dawanego przez latarnię morską.
A ja problemów nie mam, bo…
Na Nowy Rok – Renata Przemyk ❤
Problemów nigdy nie mam bo
Cierpienie nie jest w cenie
Skurczony mózg w okowach bzdur
Zasklepia się milczeniem
A ja tak bardzo mówić chcę
Że nikt mnie nie powstrzyma
Choć nie prosicie o to mnie
Ja stwarzam mikroklimat
Szepczecie nędza cnotą jest
A cnota stoi złotem
Za uncję trzy dolary mam
I wiem co zrobię potem
Milczenie co na sprzedaż jest
Za uncję sprzedam drugą
To razem da dolarów sześć
I rozum na usługach
Więc wyznam rysy mam chwilowe
Bo bardzo lubię to w co gram
A jestem taki kolorowy
Gdyż nie posiadam białych plam
I zawsze mówię szybko szczerze
Co pcha mnie jak i gdzie
I w czarne koty nie uwierzę
I w horoskopy też
Wkładacie między wargi śmiech
Smucicie o ideach
Nad wami sztandar w którym krew
Kochacie w niej umierać
A ja problemów nie mam bo
Cierpienie nie jest w cenie
Jedyne co polecam to
Ponowne narodzenie
Ciut o Neli
Książki o Małej Reporterce ochrzczonej Nelą zaczęły rzucać mi się w oczy po lekturze nowego kanonu lektur szkolnych (sic!), na który pomstowałam zawzięcie kilka postów temu. Proszę, niech mi ktoś racjonalnie wytłumaczy, jakim cudem to – to zostało hojnie obdarzone własnym miejscem we wspomnianym kanonie, lądując – zaznaczyć należy – w lekturach dla potencjalnej klasy VIII (a póki co – III gimnazjum)?
Dużo obrazków, porządnego, sensownego tekstu w sumie niewiele – jeżeli tak mają wyglądać…ekhm…lektury , to pora umierać. Nawet jeżeli pasjonujące przygody nowej idolki młodszej młodzieży mają walory językowe, pisarskie, artystyczne, czort wie, jakie – to zainteresowałyby nie piętnasto -, czy szesnastolatków, tylko dzieci…może nie połowę od nich młodsze, ale na pewno z pięć – sześć lat.
Czemu taki a nie inny dobór lektur ma służyć? Doprowadzeniu społeczeństwa do zupełnego zdebilenia? 😦
Pan Mróz i cała reszta
Istnieje ktoś taki jak Dziadek Mróz, to wiem. Pana Remigiusza Mroza nie określę mianem – mimo zimowej pory – ,,dziadka”, bo primo nie chciałabym, by obraził się śmiertelnie, secundo – gość jest ode mnie zdaje się jakieś pięć lat starszy, a ja do miana babci póki co nie pretenduję. W każdym bądź razie – szacun wielki dlań za sprawne pióro. Ale – dość już tych zachwytów. Przejdźmy do rzeczy.
Przyznaję się bez bicia, iż jestem absolutną fanką będącej wytworem wyobraźni tegoż pana Mroza – senior associate Joanny Chyłki. Omawiana Joanna Ch. ze swoim językiem (niezbyt wyparzonym – ach, jakbym widziała i słyszała mój własny!) byłaby mną, gdyby…nie, oczywiście JA byłabym Joanną Ch.(yłką), gdybym – rzecz oczywista – poszła w ślady Tatusia (tudzież Brata i Bratowej) – i wybrała karierę prawniczą. Jak wiadomo – prawnikiem nie zostałam, bo coś takiego jak casusy mnie niespecjalnie pasi (aczkolwiek jestem wręcz zauroczona subtelnością służących prawnikom łacińskich sentencji – na przykład in dubio pro reo) i wybrałam niespecjalnie zawrotną (a w każdym razie na dzień dzisiejszy) karierę historyka.
Wiedziona uczuciem do rzeczonej Joanny i do jej wiernego przybocznego o zaiste zacnym imieniu Kordian (to o nim musiał pisać Słowacki, kiedy padały słowa: „Jam jest posąg człowieka na posągu świata”) – sięgnęłam po pozostałe z dotychczasowych książek Pana Mroza. I…?
I rozczarowałam się srodze. Niestety ŻADEN z bohaterów nie miał tej detektywistycznej żyłki cechującej tandem J&K (Joanna&Kordian) albo Ch&O (Chyłka&Oryński). W ŻADNYM nie mogłam się doszukać wyrazistości. ŻADEN nie miał specyficznego poczucia humoru. ŻADEN nie miał tak cudownie ciętego języka!
Jak widać – lubię wyrazistych/e bohaterów/erki. Drugim przykładem książkowej postaci, którą uważam za rewelacyjną – jest Klementyna Kopp z serii Katarzyny Puzyńskiej o Lipowie. Znów – tytan pracy. Znów – mówi, co myśli i nie owija w bawełnę. Chyłka dysponuje Kordianem, Klementyna ma Daniela. Jeden i drugi są tak naprawdę dodatkami do dominujących, władczych postaci kobiet.
Rozmarzyłam się, wiem… ale gdyby Mróz z Puzyńską napisali wspólną książkę? Kto wie – może panie Chyłka i Kopp byłyby najlepszą parą „detektywów” w IV RP?
Szesnasty rok drugiego tysiąclecia
Rozpoczynam rok, w którym obchodzić będę jedną z – przypuszczam – bardziej istotnych rocznic urodzin w życiu (w życiu każdego człowieka, nie tylko moim). Rozpoczynam miesiąc, w którym minie dokładnie dwanaście miesięcy (by nie powtarzać w kółko słowa „rok”) od kiedy prowadzę tego bloga. Rozpoczynam kolejny tydzień… po prostu zwyczajnej ludzkiej egzystencji.
Rok 2016 – jakby tak spróbować dokonać podsumowania – okazał się być rokiem specyficznym. Jak co roku wprawdzie – była i radość, i były łzy. Ale – był to dla mnie – przede wszystkim rok poznawania siebie samej i swoich własnych możliwości, rok zmagania się z własnymi słabościami. Rok poznawania innego kraju, innej kultury, innego języka. Z drugiej strony – rok zmagania się z moim poważnym problemem zdrowotnym, który – na szczęście – chyba już minął.
Mówiłam niekiedy – w chwilach wyczerpania, smutku, złości:
…a gdy się zbudzę, westchnę: „Cóż…
to wszystko było chyba… zamiast”.
Mam nadzieję, że 2017 rok będzie tylko lepszy. Nie zdradzę, rzecz jasna, swoim planów, marzeń czy postanowień, które poczyniłam. Po prostu wtedy nie będą miały szansy się spełnić.
Marzę, by kiedyś wrócić do miasta o którym tyle tutaj pisałam.
Wczoraj i dziś odbywałam długie noworoczne spacery po moim rodzinnym mieście.
Noc Sylwestrową spędziłam w bardzo miłym towarzystwie w świetnym miejscu.
…a na ten Nowy Siedemnasty – słodkiego, miłego życia.
https://youtu.be/ovhzZnaAl5A
Kolęda
B. Rybotycka, Z. Preisner




















































Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.