Szesnasty rok drugiego tysiąclecia

Rozpoczynam rok, w którym obchodzić będę jedną z – przypuszczam – bardziej istotnych rocznic urodzin w życiu (w życiu każdego człowieka, nie tylko moim). Rozpoczynam miesiąc, w którym minie dokładnie dwanaście miesięcy (by nie powtarzać w kółko słowa „rok”) od kiedy prowadzę tego bloga. Rozpoczynam kolejny tydzień… po prostu zwyczajnej ludzkiej egzystencji.

Rok 2016 – jakby tak spróbować dokonać podsumowania – okazał się być rokiem specyficznym. Jak co roku wprawdzie – była i radość, i były łzy. Ale – był to dla mnie – przede wszystkim rok poznawania siebie samej i swoich własnych możliwości, rok zmagania się z własnymi słabościami. Rok poznawania innego kraju, innej kultury, innego języka. Z drugiej strony – rok zmagania się z moim poważnym problemem zdrowotnym, który – na szczęście – chyba już minął.

Mówiłam niekiedy – w chwilach wyczerpania, smutku, złości:
…a gdy się zbudzę, westchnę: „Cóż…

to wszystko było chyba… zamiast”.

Mam nadzieję, że 2017 rok będzie tylko lepszy. Nie zdradzę, rzecz jasna, swoim planów, marzeń czy postanowień, które poczyniłam. Po prostu wtedy nie będą miały szansy się spełnić.

Marzę, by kiedyś wrócić do miasta o którym tyle tutaj pisałam.

Wczoraj i dziś odbywałam długie noworoczne spacery po moim rodzinnym mieście.

Noc Sylwestrową spędziłam w bardzo miłym towarzystwie w świetnym miejscu. 

…a na ten Nowy Siedemnasty – słodkiego, miłego życia.
https://youtu.be/ovhzZnaAl5A