Bonjour, nowa zmarszczko

I znów słucham niezrównanej Edyty Geppert. Utwór, o którym tak często tutaj piszę, też gdzieś w tle leci. Moja najdroższa B. – najedzona, wypieszczona, po czterech spacerach – śpi. I tylko sterczą moje ukochane uchale – tylko one wystają ponad kocyk, którym otulona jest B. Całkiem spokojnie piję trzecią kawę. I przygotowuję jutrzejsze zajęcia.

Dobrze jest.

Tak.

Dobrze jest.

Ps. Choć znów dzień przeleciał. Bonjour, nowa zmarszczko.

Ps2. Na poniższą kapliczkę natrafiłam w bramie jednej z warszawskich kamienic.