T… T… T…

W Święta gościliśmy Znajomą. Cała Jej rodzina jest poza granicami Polski. Ta Osoba bardzo dobrze znała T. – najstarszego z mojego Rodzeństwa i mojego Chrzestnego jednocześnie. Widok tej Kobiety sprawia, że myśli o Nim powracają. Zwłaszcza dziś, kiedy na początku grudnia minęła kolejna rocznica odejścia T. Już czternasta. Jak ten czas leci…

Miałby dzisiaj 46 lat (rocznik ’71). Zastanawiam się czasem, jaki by był. Czy Jego znakami rozpoznawczymi nadal byłyby charakterystyczne okulary i długie włosy związane w kucyk? No i, niestety, papieros…? Czy nadal miałby swój – dość luźny w sumie – stosunek do życia? Takim właśnie Go zapamiętałam. Wiem na pewno, że nadal mielibyśmy tak dobry kontakt. Lgnęłam do Niego. Opiekował się mną, wiedział, jak znaleźć wspólny język. Bardzo dobrze dogadywali się z J. – moim drugim Bratem. J. był świadkiem T. na Jego ślubie. Niemal dwadzieścia dwa lata temu.

Ty najlepiej wiesz, T., jak bardzo mi Ciebie brakuje. Choć z drugiej strony wiem, że gdzieś tam na mnie patrzysz.

Ty najlepiej wiesz, T., jak bardzo przeżyłam Twoje odejście.

Ty najlepiej wiesz, T., dlaczego w ogóle o tym piszę.

A… czy wiesz, T., że zabieram się za urządzanie własnego gniazdka? Byłbyś ze mnie taki dumny… wiem.

A… czy wiesz, T., że się realizuję zawodowo? Cieszę się, że zajmuję się tym, co sprawia mi taką przyjemność!

A… czy wiesz, T., że Twoja Fundacja obchodziła ćwierćwiecze działalności? Jesteśmy rówieśnicami – jestem od niej trzy miesiące starsza.

To tyle na dziś, T.

Do napisania… T.