Don’t try to change me – I am special, czyli nie wrzucajmy wszystkich do jednego wora

Na jednym z forów internetowych rozgorzała wczoraj dyskusja na temat osób głuchych i języka migowego. Kiedyś się go uczyłam, choć teraz pamiętam jedynie alfabet palcowy (który niekiedy bywa przydatny). Ległam z kretesem na gramatyce, na szyku zdania:

Podmiot – Dopełnienie – Orzeczenie

Miganie okazało się być ponad moje siły również z tego powodu, że pierwszą używaną przeze mnie ręką była lewa, a za sprawą mojej Babci – którą ganiła mnie za leworęczność – stałam się praworęczna. I to się odbiło, gdy usiłowałam migać – nie byłam w stanie ogarnąć, który znak wykonuje się którą ręką.

Język migowy to zupełnie odrębny język, a każdy język werbalny (mówiony) jest dla osoby niesłyszącej – migającej przez całe życie – językiem obcym. Dodajmy, że składnia gramatyka, ortografia, wymowa języka polskiego – są bardzo trudne. Nie wymagajmy od osób niesłyszących używania czystej polszczyzny. Pisząc po polsku, oni – na przykład – używają wyżej wspomnianego szyku, używają bezokoliczników… Nie zmieniajmy tego na siłę. Nie wrzucajmy wszystkich do jednego wora. Pamiętajmy, że osobie niesłyszącej (ale takiej, która nie miga) nauczenie się poprawnego języka werbalnego również zajęło trochę czasu. I zajmuje w dalszym ciągu. Nauka języków obcych też jest dla nich niełatwa (o moich przygodach z tą nauką pisałam rok temu). Tym większa jest moja radość, kiedy mogę uczyć się duńskiego. Bo wiem, że choć trochę osiągnęłam… osiągam… osiągnę.