A ja się wypowiem

Wiem, że być może narażę się krzywe spojrzenia, ostracyzm i tak dalej. Ale zaryzykuję i się wypowiem… w tak delikatnym temacie jak uroczystość Pierwszej Komunii. Do tych przemyśleń skłoniła mnie niedawna wizyta w restauracji, w której akurat trwał pokomunijny obiad. A i ciągle mamy maj (czyli miesiąc obfitujący w rzeczone uroczystości).

Aż przykro patrzeć na coś, co zatraciło gdzieś swój pierwotny charakter 😦 Dla mnie osobiście Komunia Święta jest sakramentem. Nie wstydzę się przyznać: jestem wierząca. Tymczasem to, co widzę, to bardzo często jest autentyczny festiwal przepychu, prześcigania się w kupowaniu im droższych prezentów, tym lepiej. Czasami również – żenujące rozmowy, kto ma tańszą a kto droższą sukienkę komunijną (to akurat wiem z opowiadań niektorych rodziców, bo to w ich gronach takie rozmowy się toczą; sama dzieci nie mam) – i tutaj głęboki ukłon w stronę Proboszcza parafii, w której ja przyjmowałam ten Sakrament: ów Proboszcz zdecydował, że chłopcy wystąpią w jednakowych albach, a dziewczęta będą mieć identyczne sukienki.  Prezenty – jeszcze kilkanaście lat temu (żeby nie użyć oklepanego stwierdzenia ,,za moich czasów”, którego zresztą nie lubię – kojarzy mi się z takimi… marudami) jak się dostało rower (i stówę w banknocie), to się nieomal skakało do góry z radości (aczkolwiek w moim przypadku niepodzielnie królowała biżuteria – możliwe, iż walnie przyczyniła się do tego, jak straszną jestem dziś sroką). Dzisiaj, jeśli ośmio – czy dziewięciolatek dostaje bardzo drogi sprzęt elektroniczny (iPad, iPhone et cætera) to jest wielce prawdopodobne, że to właśnie – a nic innego, tańszego itepe – go usatysfakcjonuje. I jeśli zaprosimy mnóstwo gości, z czego 3/4 dzieciak przyjmujący Komunię nigdy w życiu na oczy nie widział, to tych prezentów (w ogóle) będzie więcej, tralalalala….

No i tak. Festiwal. Kasa. Prezenty. Króluje zasada ,,zastaw się a postaw się”. Pytanie: po co? Po to, by zgubić gdzieś radość z przyjęcia Sakramentu i wprawić dziecko w zakłopotanie (bo nagle rzuci się nań trzydzieści nieznanych wcześniej ciotek)? Chyba nie o to ma chodzić…