I do przodu… I trochę zdjęć:)

Kolejny ,,kopenhaski” dzień za mną. Muszę przyznać, że bardzo odpowiada mi nauka w instytutowej bibliotece. W ogóle odpowiada mi mój Saxo Institute. Jest bardzo kolorowo w moim instytucie – tu czerwień, tu żółć, tu zieleń 🙂  Przygotowując się na wtorkowe (tak, wtorkowe; poniedziałki mam wolne!) zajęcia – popijam kawę i cieszę się, że mogę tu być:)

Dziś po zajęciach byłam na Stroget – sytuacja życiowa zmusiła mnie do kupna torebki :p Tak, wiem, jestem pod tym względem typową przedstawicielką płci ładniejszej.A tak na serio – chciałam po prostu mieć co niewielkiego, w co wsadzę tylko klucz do pokoju – i ruszę na podbój miasta! I – tutaj napiszę: dzień jak co dzień, bowiem z powrotem tradycyjnie przytuptałam na Krimsvej na piechotę 🙂

Dziś, niestety, nie będzie hitów, na które pewnie część z czytelników bloga czekała. Po prostu nie zawsze uda mi się jakieś hity ,,złapać”.

(Zdjęcia powyżej – wnętrze Saxo Institute)

 

(Amager nocą)
(Najbliższa mojego miejsca zamieszkania stacja metra by night)