Rozśmieszanie Pana Boga

,,Jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, powiedz Mu o swoich planach’’ – głosi powiedzenie. Ja Go rozśmieszyłam. I chyba śmieszę do tej pory.

I odtąd pod oknem Twoim

i groszki kwitną, i róże –

na modłę wiotkich powoi

pną się i pną… po murze.

(Ewa Demarczyk ,,Groszki i róże’’)

Kolejna próba pisania. Poprzedni pamiętnik zniszczyłam w przypływie bynajmniej nie złości, tylko takiej… takiej totalnej bezsilności. W momencie, w którym chciało mi się wyć do księżyca. Czasem są takie momenty, wówczas – jeśli nie mogę się uspokoić – sięgam po leki. Mam jednak tę świadomość, że od jednego z tych leków można się łatwo i szybko uzależnić – korzystam więc z niego bardzo ostrożnie.

 

  1. 2016

 

Pisanie bloga muszę na razie odwiesić na kołek. Przedwczoraj – po dziewięciu miesiącach srania się wszystkiego, a jednocześnie kłamliwego zapewniania siebie samej, że ,,kto jak kto, ale ja dam radę’’ – spasowałam (dużo za późno, jak się okazało), lądując tym samym na kozetce u psychoterapeuty. Ryczałam babce przez bitą godzinę. Kobita natychmiast skierowała mnie do psychiatry – jutro wizyta. Mam już chyba wyrąbane na wszystko, na co można mieć wyrąbane. Niech się dzieje wola nieba!

 

Powyższe słowa pisałam we wrześniu, mamy już grudzień. Stany depresyjno – lękowe ciągną się u mnie kolejny miesiąc. Jednego dnia jest lepiej, drugiego – gorzej. Taka sinusoida. Są gigantyczne doły (wprawdzie), ale w zasadzie nie ma euforii. Ktoś próbował dopytywać mnie, czy to aby na pewno nie jest – jak odeń usłyszałam – ,,wygodnicka postawa życiowa’’. Szczerze w to wątpię…

 

  1. 2016

 

Jestem osobą wierzącą. Wierzę, że istnieje Bóg. Jednocześnie w Kościele wiele rzeczy mi się nie podoba – uważam, że w Polsce jest on zbyt zależny od polityki. Nienawidzę PiS – u. Jak również Ojca Dyktatora i jemu podobnych. Radio Maryja byłoby dla mnie medium katolickim i możliwe, że bym go słuchała, gdyby nie rzeczony Ojciec właśnie.

 

,,Jak trwoga to do Boga’’? Chyba niekoniecznie. To znaczy: to nie jest tak, że: o, nagle zaczynam wierzyć i biegać do Kościoła, bo coś mi w życiu poszło nie tak. Moją modlitwą – słowami, którymi najczęściej się modlę – są słowa Magdaleny Czapińskiej…

 

 

…mistrzowsko wykonane przez Edytę Geppert.

 

Ty, Panie, tyle czasu masz,

mieszkanie w chmurach i błękicie.

A ja na głowie mnóstwo spraw

i na to wszystko jedno życie.

A skoro wszystko lepiej wiesz,

bo patrzysz na nas z lotu ptaka –

to powiedz mi, czemu tak jest,

że czasem tylko siąść i płakać?

 

Ja się nie skarżę na swój los,

potulna jestem jak baranek.

I tylko mam nadzieję, że…

że chyba wiesz, co robisz, Panie.

 

Ile mam grzechów – któż to wie?

A do liczenia nie mam głowy…

Wszystkie darujesz mi i tak,

nie jesteś przecież drobiazgowy.

Dlaczego mnie do raju bram

prowadzisz drogą taką krętą?

I czemu wciąż doświadczasz tak

jak gdybyś chciał uczynić świętą?

Nie chcę się skarżyć na swój los,

nie proszę więcej niż dać możesz.

I ciągle mam nadzieję, że…

że chyba wiesz, co robisz, Boże.

 

To życie minie jak zły sen,

jak tragifarsa, komediodramat.

A gdy się zbudzę, westchnę: ,,Cóż…

to wszystko było chyba… zamiast’’.

Lecz, póki co, w zamęcie trwam,

liczę na palcach lata szare.

I tylko czasem przemknie myśl:

przecież nie jestem tu za karę…

 

Dziś czuję się jak mrówka, gdy

czyjś but tratuje jej mrowisko.

Czemu mi dałeś wiarę w cud,

a potem odebrałeś wszystko?

 

Nie chcę się skarżyć na swój los,

choć wiem, jak będzie jutro rano.

Tyle powiedzieć chciałam Ci

zamiast… pacierza na dobranoc.

 

Leki (,,Lorafen’’ i ,,Elicea’’) stały się nieodłącznymi elementami mojego codziennego funkcjonowania. To o pierwszym z nich pisałam, że łatwo jest od niego się uzależnić.

 

  1. 2016

Przesiedziałam ponad godzinę.

Wypłakałam wszystkie łzy.

Było miło.

Konkretnie.

Rzeczowo.

Zapisano antydepresanty.

Zalecono odpoczynek.

Mam zespół lękowy – to już wiemy.

Następna wizyta za miesiąc.

 

Po kilku dniach dodawałam:

  1. 2016

Chyba wiem, jak czują się narkomani po zażyciu działki. Możliwe, że czują się tak jak ja teraz. Jestem ospała i zobojętniała na wszystko, co mnie otacza. Mama coś do mnie mówi, a ja ,,odpływam’’. Dosłownie. Jestem nieprzytomna. Nawet napisanie paru zdań – tak, tych teraz – to dla mnie mega duży wysiłek. Osłabienie. Zniechęcenie. Strach. Jest ch*jowo.

Ch*jowo, ale stabilnie.

 

Natrętne myśli samobójcze. Zażywanie lekarstw, by te myśli zagłuszyć. A co za tym idzie – odpływ level hard. Potykanie się o własne nogi, podwójne widzenie – w dwu słowy: jakiś kosmos. Płacz w najmniej nieoczekiwanym momencie. Siedzę, gadam z mamą – i nagle zaczynam ryczeć. A jesteśmy w kawiarni – dookoła siedzi mnóstwo ludzi. Sklep… przystanek… wszystko mi jedno. Płaczę. I trudno jest mi nad tym zapanować. Gdzie podziałam się dawna ja z moją radością życia?

Świat nie rozumie depresji. Nie rozumie. Im dłużej w tym cholerstwie tkwię, tym bardziej przekonuję się o słuszności tych słów. O słuszności? O prawdziwości.

Ech, złudzenia

jak na skrzydłach

prosto w jutro niosły.

Chcieliśmy za wszelką cenę

wkroczyć w świat dorosłych.

Dzisiaj tylko sny zostały…

ale kto je kupi?

Jak przysłowia się sprawdzają –

młody to i głupi…

(Edyta Geppert ,,Czy pamiętasz jak to było?”)

,,To są tylko głupie studia’’ – powiedziano mi kiedyś. Straciłam do nich serce. Już ich nie kocham. Zraziłam się. A tak się na nie cieszyłam. Mówiłam sobie, że będę historykiem. Kochałam historię. Jako naukę. Studia też mi się podobały. Dziś ich nienawidzę. Nie chcę. Jestem zmęczona. Wykończona. Ja nie mam siły! A tak chciałam wkroczyć w świat dorosłych. Świat, w którym nie mogę się odnaleźć. Kiedy sama się odnajdę?

Na chwilę przed odlotem

wśród ptasich stad,

w zawiłym horoskopie

na tysiąc lat –

w otwartym nagle oknie

w cieniu za firanką,

wśród ludzi na przystanku,

w słońcu i we mgle

szukaj mnie.

Cierpliwie dzień po dniu

staraj się podążać moim śladem.

Szukaj mnie,

bo sama nie wiem już,

bo nie wiem, kiedy sama się odnajdę.

 

Wśród siedmiu dni tygodnia

jednakich tak,

w tańczących deszczu kroplach,

zawodu łzach.

Po lustra obu stronach,

w nowych wciąż marzeniach.

Gdzie jestem, gdzie mnie nie ma

już nie bardzo wiem.

 

Szukaj mnie

cierpliwie dzień po dniu,

staraj się podążać moim śladem.

Szukaj mnie,

bo sama nie wiem już,

bo nie wiem, kiedy sama się odnajdę.

(Edyta Geppert ,,Szukaj mnie’’)

 

Kiedyś. Było cudnie. Lubiłam powtarzać słowa – w które wówczas wierzyłam.

A na razie fruwają motyle,

tyle tego, tamtego też tyle.

A na razie wierzymy w baśnie

i jaśniej…

i jaśniej…

 

A na razie kołyszą nas noce,

a na razie kołyszą nas dni.

Choć już życia – psiamać! –

popołudnie,

jest cudnie…

jest cudnie…

(Maryla Rodowicz ,,Jest cudnie’’)

Someone hast told me: ‘’It’s only a depression! You must fight with them! You will win this battle!’’. Great. I really want to believe in these words. How long, dear God…? How long…?Nine – almost ten – months. F*cking months of the f*cking sickness. F*cking life with the f*cking pills. How long will I fight with sleepless, which destroys me completely?

How long… how to cope psychologically with the depression?

***

Powiedziałam Panu Bogu o swoich planach. Teraz widzę, jak Go rozśmieszyłam.